O zaburzeniu równowagi politycznej wskutek wprowadzenia systemu rozbiorowego

Friedrich von Gentz

W świecie materialnym system oparty o wagę i przeciwwagę można zaburzyć w ten sposób, że jeden lub kilka elementów utraci swą pierwotną moc, wskutek czego przeważa druga strona i chwieje się cały układ. Jeśli podobny system odniesiemy do stosunków międzyludzkich, poza wymienionym grozić mu będzie jeszcze i inne niebezpieczeństwo. Ponieważ siłom w tymże systemie towarzyszy wolność, część z nich może łączyć się ze szkodą dla pozostałych, i wymuszać to, czego nigdy nie osiągnęłyby w pojedynkę, a zatem doprowadzać upatrzoną ofiarę do upadku i tym samym do zniszczenia całego układu.

System politycznej równowagi — zarówno pod względem struktury, jak i oddziaływania — jest zadziwiająco analogiczny z tym, co w obszarze polityki wewnętrznej zwykło nazywać się mieszanym ustrojem politycznym lub ustrojem zrównoważonym. Gdy osiągnie on już (jak choćby w Anglii) najwyższy stopień doskonałości, akceptowany jako tako przez jego uczestników, gdy wszystko jest już najszczęśliwiej uporządkowane i najumiejętniej wyważone, a żadna z odnóg istniejącej dzięki niemu władzy nie przekracza przewidzianego dla niej zakresu i przeznaczenia bez jednoczesnego narażenia się na wskazanie jej granic przez pozostałe, to na koniec i tak nie zniknie zagrożenie, kpiące sobie z całej ludzkiej przemyślności. Tak bowiem, jak wszystkie władze z osobna muszą być zgodne w realizacji dobrych i zbawiennych celów, tak w wyjątkowych przypadkach mogą jednoczyć się one w złych [zamiarach] i dzięki zgubnemu porozumieniu realizować ku niedoli państwa, czy wręcz upadkowi ustroju, to, co w obliczu wzajemnych ograniczeń nie byłoby możliwe dla każdej z nich z osobna.

W tenże dokładnie sposób możliwe jest, by członkowie większego zrzeszenia, w którym naturalną koleją rzeczy jeden jest przeciwwagą dla drugiego, a w chwilach zagrożenia wspólnymi siłami przeciwdziałają uzyskaniu przewagi przez innego, skuszeni nadzwyczajnym zbiegiem okoliczności jednoczą się po to, by uciskać, osłabiać lub niszczyć słabszego z towarzyszy. Do ataku i destrukcji wykorzystane zostają te same siły, których przeznaczeniem były obrona i trwanie. Takiemu odwróceniu zasad systemu, obliczonego i stworzonego z myślą o wiecznym wzajemnym ograniczaniu i jedynie incydentalnej zgodności w dobru, takiemu właśnie formalnemu nadużyciu swą genezę zawdzięcza system rozbiorowy.

Pierwszy polski wybór pism słynnego myśliciela konserwatywnego i polityka.
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Możliwość tego rodzaju nadużycia wynikała tak jasno ze specyficznej konstrukcji sojuszu państw europejskich, że umysł myślący o przyszłości powinien był, jak nam się dziś zdaje, przeczuwać nieszczęście na długo przed jego rzeczywistym wystąpieniem. We wszystkim, co ludzkie, istnieją jednak pewne desperackie ekstrema, których nawet najbardziej zaprawione umysły nie uwzględniają w swych rozważaniach, aż dojdą w końcu do przekonania, że pośród wrogich zrządzeń niebios możliwe jest i takie, które owe nieszczęścia urzeczywistni. Nie inaczej było też z nieszczęsnymi manowcami, na których najkorzystniejszą z zasad politycznych zamieniono w narzędzie nieprawości; nie znano jej, nie zakładano i nawet się jej nie spodziewano, gdy w roku 1772 doszło do rozbioru Polski.

Wydarzenie to przeszło już całkowicie do historii. W każdym znaczeniu tego słowa jest one zamknięte; jego skutki weszły w obszar prawa i porządku, w uznany, utrwalony i ujęty w traktaty ustrój Europy, w krąg sankcji prawa międzynarodowego. Poza tym jego sprawcy i uczestnicy zniknęli z areny dziejów, a ich czyny osądzają już potomni. Jeśli więc tu i teraz kierujemy nań srogie spojrzenie, to nie tylko po to, by wobec tych, którzy mają uzdrowić system społeczny Europy, obszernie i sumiennie rozprawiać o przyczynach jego głębokiego rozchwiania; kieruje nami jeszcze inna pobudka, o wiele nam bliższa i bardziej paląca. Otóż niektórzy przywołują obecnie rozbiór Polski jako prawny pretekst do brutalnego obalenia ostatnich filarów i podpór starego systemu. Czynią tak nie tylko prywatni pisarze, będący na tym polu pionierami, ale i Rząd Francuski z jego bezpośrednimi i uznawanymi organami utrzymuje, jakoby Francja miała do dziś prawo, by powetowano jej zyski sąsiednich mocarstw płynące z rozbioru Polski, i stosując ‘tanią analogię’, że skoro plan ten zrealizowano bez zgody Francji, tak i ona może szukać swej korzyści bez oglądania się na protesty pozostałych, o ile pozwala jej na to potęga militarna. By pretekst ten odrzeć ze wszystkiego, co zaślepiać może słabeuszy, mądrzejszych dezorientować, zaś wrogów dobra publicznego ośmielać i animować, rzeczą roztropną i nieodzowną będzie zdecydowanie się z nim zmierzyć. W wielkich rozprawach, jak ta, najpewniej do celu prowadzi zawsze wzgardzenie wszelkimi małostkowymi wybiegami i otwarte przedstawienie prawdy. Im odważniej i im surowiej objaśnimy sobie dawne nieprawości, tym większa będzie nasza pewność co do prawa i nie będziemy mieć żadnych względów dla tych, którzy chętnie wskrzesiliby owe nieprawości z grobu, by ufundować na nich nieprawość nową i trudne do przewidzenia spustoszenie.

Tym, co uczyniło projekt rozbioru Polski nieporównywalnie bardziej destrukcyjnym dla wyższego interesu Europy niż niejeden akt przemocy, który w swym charakterze i wykonaniu jedynie z pozoru jawił się jako o wiele bardziej ponury, był fakt, że zaczerpnięto go ze źródła, z którego na cały sojusz narodów nie miało rozlewać się nic innego, jak tylko dobro i łaska, bezpieczeństwo na czas pokoju i ratunek na czas trwogi. Porozumienie wielu władców zawsze traktowano jako zbawienną tamę przeciw chaotycznej przemocy i żądzom jakiegoś ciemiężcy; teraz zaś, ku przerażeniu świata, okazało się, że możliwe jest takie porozumienie, które, choć zdawało się być zawarte, by przed złem chronić, właśnie zło zaprowadza. Wrażenie tego zatrważającego odkrycia musiało być tym bardziej dojmujące i bolesne, że autorzy złowieszczego projektu w trakcie całego swego przedsięwzięcia przywoływali zasadę politycznej równowagi jako swój drogowskaz i nadrzędny cel, a dopóki pozwalały na to okoliczności, rzeczywiście kierowali się tą zasadą przy określaniu własnych udziałów, jednocześnie zadając jej istocie i duchowi najokrutniejszą z ran, jaką jest zapożyczenie jej szaty, form, a nawet języka. Corruptio optimi pessima. Samo patrzenie na nadużywanie tego najszlachetniejszego dorobku, dzięki któremu europejska wspólnota zapewniała sobie bezpieczeństwo i dobrobyt, było czymś odrażającym; cały jednak zgubny charakter tego czynu ujawnił się dopiero w jego skutkach. Zdrady i odrzucenia zaznała ze wszystkich stron kwestia sprawiedliwości publicznej. Cała rzesza gadatliwych sofistów, poczynając od Francji, zaczęła wtedy podważać wszelkie reguły i podkopywać istniejące ustroje, a że wielcy tego świata porwali się na świętość prawa międzynarodowego nie w wirze gorejących namiętności, a umyślnie i według planu, naigrywali się oni bez lęku i skrupułów z najzacniejszych idei politycznych. Nawet wśród ludzi oświeconych i uczciwych, znalazła się w owym czasie jedynie garstka, która nie uległa zwątpieniu. Zamiast pamiętać, że zbrukać da się i to, co najczystsze, że zatruć można najlepsze nawet lekarstwo, że ten bolesny cios, jaki spadł na federacyjny ustrój Europy, tym dobitniej przyzywał ich do tego, by jeszcze pilniej wzmacniali jego konstrukcję i poszukiwali coraz to wymyślniejszych środków jej obrony, popadli oni albo w rozpaczliwą niewiarę w skuteczność maksym politycznych, albo w całkowitą obojętność. Tłuszcza zaś, zwiedziona przez pierwszych i niewystarczająco pouczona przez drugich, z każdym dniem zanurzała się w coraz to większą, bezdenną pustkę, przywykając krok po kroku do tego, że prawa należy oczekiwać po ślepej przemocy, a własnego wybawienia od zrządzenia losu. Nie ujdzie uwadze żadnego obserwatora, jak dalece ten zgubny nastrój musiał utorować drogę dla występku i spustoszenia, gdy w końcu nadeszły owe nieszczęsne dni, kiedy to podeptano wszelkie prawa, targnięto się na wszelki porządek i ze starych ram wyrwano całą społeczną maszynerię.

Wystarczająco nacierpieliśmy się w końcu i my sami; ruiny rosły na ruinach, klęska goniła klęskę, a bezmiar przestępstw i zbrodni, jakiego nie zaznała pewnie większość stuleci, przykrył ową dawną nieprawość. Próba jej ponownego postawienia po to, by uzasadniać nowe uzurpacje, jest tak wielką impertynencją, że sprzeciwić się temu winna cała Europa. To tym większa mądrość i tym świętszy obowiązek, że po długich okresach milczenia ten nieuczciwy i podstępny pretekst podnoszony jest zawsze w momentach kryzysów i wielkich zawirowań, skutkiem czego nikt nie jest w stanie przewidzieć, do czego może on jeszcze doprowadzić w przyszłości i czy na koniec, ktoś nie ogłosi bez ogródek, że skoro upadła Polska, upaść musi także Europa. Nadszedł więc czas, by raz na zawsze rozprawić się z tym procesem. Skoro jedynie Francja grzebie wciąż w popiele, dowiedźmy przeto krótko i dobitnie, że nie ma ona prawa stawiać ni przywoływać tego, co stało się kiedyś z Polską — w żadnej dyskusji politycznej, w obronie jakichkolwiek współczesnych działań, czy forsowaniu jakichkolwiek roszczeń wobec innych, niezależnie od tego, czy są one uzasadnione czy nie. Nawet jeśli nie mamy takiej mocy, to przynajmniej na wieki będą musieli zamilknąć obecni i przyszli sofiści, zaś zdrowa część opinii publicznej zazna wreszcie spokoju odnośnie tej kłopotliwej kwestii.

  1. Los Polski już dawno rozstrzygnął się nie tylko faktycznie, ale i prawnie. W szeregu traktatów pokojowych i umów zawartych między mocarstwami rozbiorowymi i wszystkimi innymi państwami europejskimi uznano, zabezpieczono i zagwarantowano ich stare i nowe posiadłości; dawne prowincje polskie są dziś tak doskonale zjednoczone i zrośnięte ze starymi terytoriami, że ich oderwanie jest nie do pomyślenia; odtworzenie Polski jest zatem prawnie i faktycznie niemożliwe. Gdyby wskutek rozbioru tegoż kraju Francja została bezpośrednio i istotnie okaleczona, gdyby straciła i wycierpiała więcej niż sąsiednie państwa, albo stało się to udziałem jedynie jej samej, miałaby ona całkiem zasadne pretensje, by wynagrodzić jej straty, lecz nie poszerzyłaby przez to swojego terytorium ani o stopę. Gdyby bowiem wszystkie te warunki były tak słuszne, jak są nieuzasadnione, wciąż oczywisty pozostawałby fakt, że po tak długim milczeniu Francji — milczeniu przy tak wielu wielkich okazjach, co więcej, po uznaniu i formalnym zatwierdzeniu obecnego stanu rzeczy we wszystkich traktatach pokojowych, jej prawo na wieki minęło, przepadło i zgasło. Rząd francuski zgłosił niedawno[1] — sądząc po pozorach, zapewne jedynie dla żartu, któż jednak odgadnie prawdziwe intencje! — awanturniczą propozycję, by wszystkie mocarstwa oddały to, co zyskały w ostatnim pięćdziesięcioleciu. Czemuż jednak nie podbić stawki, skoro wszystko ma być zrekompensowane, a jednocześnie zniszczone i unieważnione mają zostać wszystkie ustalenia i umowy ostatniego półwiecza? Czemuż nie cofnąć się przynajmniej o wiek albo półtora? W ten sposób Francja oddałaby Alzację, trzy biskupstwa i Lotaryngię, a gdyby je zachowała, cesarz Niemiec zażądałby ekwiwalentu w postaci Włoch. Na mocy mniej więcej takiego samego prawa król Szwecji wziąłby oczywiście w posiadanie państwa Danii, wszak jego przodkowie utracili na rzecz Rosji Inflanty, zaś król Hiszpanii zająłby sobie Portugalię, bo odłączyła mu się Holandia.
  2. Jeśli jednak wszystko, co ustalono, zdecydowano i zatwierdzono w prawie międzynarodowym, miałoby pozostać nierozstrzygnięte do dziś i dopiero teraz miano by rozpatrywać kwestię interesu Francji w trakcie rozbioru Polski, to żaden oświecony trybunał międzynarodowy nie orzekłby niczego innego niż to, że krok, skierowany przeciw Polsce, nie uzasadniał, nawet w najmniejszym stopniu, powiększenia [terytorium] Francji. Nie zatrzymując się teraz na tej bezsensownej nauce, jaka zapewne jeszcze nie raz objawi się nam wraz z najnowszymi roszczeniami Francji, mianowicie, że skoro pierwszy zranił drugiego, to trzeci ma prawo zemścić się na czwartym, spójrzmy na problem jedynie z perspektywy ogólnego interesu międzynarodowego. Czy to, co wskutek rozbioru Polski było właściwą stratą Europy, dało się jakoś powetować zyskiem Francji? Czy raczej każda próba opatrzenia w ten sposób rany nie byłaby jeszcze bardziej jątrząca czy wręcz śmiertelna? Jeśli w jakimś krytycznym wypadku król Anglii porozumiałby się z oboma izbami swego parlamentu i wprowadził jakąś niesprawiedliwą i uciążliwą ustawę na zgubę własnego kraju, co pomyślelibyśmy o kimś, kto byłby na tyle zuchwały, by twierdzić, że w takim razie i Izba Gmin może sobie przyjąć ot tak bez zgody Izby Lordów i króla pierwszą lepszą uchwałę? Równie logiczne jest powoływanie się Francji na Polskę. Czyżby każde [państwo] z osobna miało mieć teraz swobodę wstrząsania systemem wspólnego bezpieczeństwa, bo mocno zachwiał się on wskutek nieszczęsnego porozumienia kilku mocarstw? Gdyby taką impertynencję ktoś był wypowiedział zaraz po rozbiorze Polski, to i same mocarstwa rozbiorowe nie czekałyby ni chwili, by ruszyć przeciw niemu, bo, nawet jeśli samemu popełniło się nieprawość, godne to i sprawiedliwe, by innym nie pozwolić na czynienie tego samego. Prawem i obowiązkiem Francji było zdusić w zarodku plany rozbioru Polski i zwalczać na wszelkie sposoby ich realizację; gdyby jednak już po wszystkim ówczesny gabinet francuski spróbował pod pretekstem przywracania równowagi podbić jakiś sąsiedni kraj, na przykład Holandię, Austria, Prusy i Rosja nie tylko nie rozpoznałyby swojego prawa, ale i naraziłyby się na nowy zarzut, jeśli wspólnymi siłami nie spróbowałyby zniweczyć takiego przedsięwzięcia.
  3. O ile możliwe jest oddzielenie podstaw politycznych od prawnych, niepodważalnie pewne jest też i to, że powiększenia Francji wskutek rozbioru Polski nie dałoby się uzasadnić ani usprawiedliwić żadną podstawą polityczną. Mocarstwami, zainteresowanymi tą kwestią bezpośrednio, by tak rzec osobiście, były Porta Otomańska, Szwecja i Dania; dalej, w drugiej kolejności (ze względu na możliwe skutki w przyszłości) Rzesza Niemiecka, państwa włoskie i Szwajcaria. Co się tyczy Francji, ucierpiała, ale jako istotny uczestnik wspólnego interesu europejskiego, a także ze względu na bliższe związki z tymi, którzy ucierpieli bezpośrednio. Bezpieczeństwo Francji, jej właściwy interes osobisty, dobrobyt, prestiż i blask pozostały nietknięte i nienaruszone. Francja była już bowiem od ponad stulecia tak szczęśliwie uformowana, zwarta, a przy tym dopełniona, że niczego już nie brakowało i nic już nie zagrażało jej pomyślności. Obdarzona najhojniej przez naturę i niebiosa, potężna na morzu i lądzie, dzięki przemożnym granicom naturalnym, olbrzymim umocnieniom i trzechsetletniemu doświadczeniu bezpieczna od groźby wrogiego najazdu, jeśli przez kogoś otaczana zazdrością, to tylko przez jedno mocarstwo, przez pozostałe darzona respektem i miłością — Francja mogła dla własnego interesu przyglądać się poszerzaniu wszelkich państw europejskich ze swoistą obojętnością. Pod rządami Ludwika XIV nie raz ścierała się z połową Europy, która nie zwalczała jej praw, a zawsze jedynie ambicje; sto lat później — któż dziś temu jeszcze zaprzeczy! — posiadała więcej istotnych źródeł potęgi, środków do oporu i napaści niż kiedykolwiek za czasów Ludwika XIV. To, co dzięki tym środkom mogłaby osiągnąć energia rozumna i uporządkowana, najwyraźniej widać, gdy spojrzymy na dokonania energii rozgorączkowanej i szalonej. Rozbiór Polski nie pogorszył nawet zewnętrznych uwarunkowań politycznych, bo zjednoczenie trzech mocarstw rozbiorowych było w sposób oczywisty fenomenem jedynie przejściowym; a tym, co było najistotniejsze dla Francji — tym, co już wtedy warunkowało bardziej niż cokolwiek innego jej zewnętrzne bezpieczeństwo, co stworzyło jej potęgę i sprowokowało wszystkie jej uzurpacje —, była rywalizacja między Austrią i Prusami, a ta pozostała bez zmian.
  4. Dotychczas mieliśmy póki co na uwadze jedynie pierwszy rozbiór; to, co o nim powiedzieliśmy, z niewielkimi modyfikacjami da się odnieść także i do pozostałych.[2] Także ich skutki zostały uświęcone postanowieniami prawa międzynarodowego; również one, niezależnie od ich bezprawności, nie dawały Francji żadnej prawnej podstawy ku temu, by zwiększyć [terytorium] kosztem sąsiadów. Jedyne, co na pierwszy rzut oka mogłoby wydawać się tu wątpliwe (ze względu na wielkość uzyskanego obszaru), to polityczna nieszkodliwość dla Francji. Obstajemy wprawdzie przy twierdzeniu — i mamy nadzieję, że czyni tak z nami każdy oświecony mąż stanu —, że nawet, gdyby Francja do dziś pozostawała w starych granicach, również całkowite usunięcie Polski nie wpłynęłoby negatywnie na jej indywidualny interes; że mimo powiększenia się trzech mocarstw mogłaby ona stawić czoła każdemu z pozostałych państw, że możliwy sojusz kilku z nich nie zagrażałby jej bardziej niż innym, że w jej właściwej przestrzeni życiowej byłaby o wiele mniej narażona na ataki niż inni, że skoro z zewnątrz chroniona jest stałymi barierami dzielącymi ją od sąsiednich królestw, wewnętrznie zaś dysponuje istotnym bogactwami, zróżnicowanym i wielkim przemysłem, militarnym usposobieniem mieszkańców i wszelkimi nadzwyczajnymi udogodnieniami, wciąż byłaby zdolna do każdego wielkiego przedsięwzięcia — mówiąc krótko, pozostałaby wszystkim tym, czego swej ojczyźnie życzy każdy najuczciwszy i najrozumniejszy patriota. Jakże daleki od rzeczywistości jest jednak warunek tych wszystkich stwierdzeń! Jakże wielki jest przyrost ziem, ludności i wpływów, jaki Francja uzyskała w ostatniej dekadzie! Wystarczy spojrzeć z ulubionej perspektywy równoważenia i kompensowania wpływów — choć jak zawsze, tak również i tu, od razu protestujemy przeciwko takiemu ujęciu jako obcemu prawdziwej teorii ustroju zrównoważonego — patrząc tylko z tej pospolitej perspektywy, Francja zyskała do roku 1801[3] więcej prawdziwej siły politycznej niż każdemu z mocarstw rozbiorowych przypadło w udziale Polski. Jeśli więc i teraz słyszy się przy każdej okazji, że „spośród wszystkich państw europejskich Francja najmniej skorzystała na przemianach ostatniego półwiecza”, człowiek wpada w prawdziwą konsternację, gdy ma zdecydować, czy wypowiada się to w dobrych intencjach, licząc na naiwność i niewiedzę czytelników, czy też po to, zakpić sobie ze współczesnych.

Poza tym jeśli rozbiór Polski był pierwszym zdarzeniem, jakie wskutek formalnego nadużycia systemu zrównoważonego doprowadziło do potężnego rozchwiania Europy, to było ono także jednym z pierwszych, które objawiło słabość ducha, upadek żywego poczucia, że istnieje wspólnotowy interes państw. Milczenie Francji i Anglii, milczenie całej Europy w trakcie planowania i realizacji tak wątpliwego czynu jest równie zadziwiające jak on sam. Słabość francuskiego gabinetu w czasie ponurego zmierzchu Ludwika XV jest jakimś wyjaśnieniem, ale nie wytłumaczeniem. Oczywiście trudno było spodziewać się czynnego sprzeciwu po samej tylko Anglii, a jeszcze mniej po innych mocarstwach, skoro zamilkła Francja; mimo to nie wykonano żadnego publicznego gestu, nie pojawił się żaden dobitny sprzeciw, żaden poważny protest, nie wypowiedziano żadnych słów dezaprobaty — ten niezaprzeczalny symptom powszechnej niemocy i uwiądu nie umknie przyszłym dziejopisom.

Pomimo tego jakże znośny i lekki zdaje nam się ten ulotny cień w porównaniu z beznadziejną ciemnością, w jaką później wpadliśmy! Przewaga potężnego sojuszu, który przypieczętował rozbiór Polski, zaskakująca nowatorskość działań, tajemnica, jaka długo je otaczała, mądrość, z jaką całość wymyślono, i śmiałość, z jaką to wykonano, pozwalają ostatecznie zrozumieć, dlaczego naturalni przeciwnicy, sparaliżowani, zastygli i skamienieli w gwałtownym przerażeniu, zapomnieli o swej roli. Na wydarzeniach ostatniego dziesięciolecia odcisnęło się zaś już zupełnie inne piętno.

[1] W artykule z „Monitora” z 24 lipca, który tu jeszcze kilka razy przywołamy.

[2] Na ostatnie rozbiory Polski Francja tym bardziej nie może narzekać, bo całkiem prawdopodobnie wcale by do nich nie doszło, gdyby nieszczęsna jej rewolucja nie pogrążyła wszystkiego w chaosie. Stały się one poza tym — trzeba to przyznać, bez odwoływania czegokolwiek, co powiedziano przeciw tej zasadzie — wskutek nadzwyczajnych i nieoczekiwanych zbiegów okoliczności dla Europy obronną tarczą. Można sobie bowiem tylko wyobrazić, bo na pewno nie przewidzieć, co stałoby się z tym kontynentem po straszliwym zwrocie biegu wojny z Francją, po ostatnich traktatach pokojowych i w smutnych latach, jakie po nich nastąpiły, jeśli któreś z trzech państw, mogących jako jedyne postawić tamę nadciągającej zgubie, byłoby słabe, niespokojne, rozdarte, a tym samym stale i nieuchronnie otwarte na francuskie intrygi.

[3] Póki co nie wspominamy tu o późniejszych zupełnie bezpodstawnych i bezprawnych zdobyczach.

 

Przekład Paweł Zarychta

 

Rozdział II książki Szkice o najnowszej historii równowagi politycznej w Europie (Fragmente aus der neuesten Geschichte des politischen Gleichgewichts in Europa, 1806). Znalazła się ona w tomie O równowadze politycznej w Europie. Wybór pism (Ośrodek Myśli Politycznej, Kraków 2020), którego wydanie dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.