Polityka zagraniczna Rosji

Walerian Kalinka

Walerian Kalinka

Walerian Kalinka

(1826-1886), historyk i publicysta konserwatywny, jeden z czołowych przedstawicieli krakowskiej szkoły historycznej.

Imperator Aleksander II[1] wstąpił na tron w okolicznościach trudnych, które w rządzącym wymagały wiele umiejętności i doświadczenia, aby coraz to groźniejszym niebezpieczeństwom, póki czas, zapobiec. Miał on do ukończenia wojnę[2], która wprawdzie jeszcze nie zadrasnęła żadnej słabej strony cesarstwa i ścieśnioną była pod murami jednego pogranicznego miasta, ale obrona tego miasta leżącego na odległym krańcu, wymagała wielkich poświęceń i wojna stawała się coraz to cięższą i coraz bardziej wyniszczającą państwo. Czuł imperator, że z tych zapasów nie może wyjść zwycięsko, chciał wyjść z najmniejszą stratą, wyszedł w istocie z niespodziewanie małą. Pod względem materialnym Moskwa prawie żadnej nie doznała szkody; dla imperium ogarniającego szóstą część świata, co znaczy ów rąbek Besarabii i kilka nędznych forteczek, co znaczy czterykroć sto tysięcy żołnierza i paręset milionów rubli? Nic albo prawie nic w porównaniu do klęsk, które mogły spaść na Rosję, gdyby wojna inaczej prowadzoną była. Ale w tej walce odwiecznej Wschodu z Zachodem przeznaczenie raz jeszcze oszczędziło Moskwę; tam gdzie potrzeba było wyższego umysłu, los ślepy zgromadził obopólne mierności, które zrównoważyły się wzajem.

Walerian Kalinka

Walerian Kalinka

(1826-1886), historyk i publicysta konserwatywny, jeden z czołowych przedstawicieli krakowskiej szkoły historycznej.

Jednak pomimo tego niesłychanego szczęścia Rosji, jej straty pod względem moralnym były i są nierównie dotkliwsze. Przez dwieście lat Moskwa ciągle wzrastała; od czasu pokoju polanowskiego (1634) nie ustąpiła nikomu piędzi ziemi, a od zajęcia Małorosji bogaciła się wciąż obszernymi posiadłościami. Najniepomyślniejsze i najmniej sławne wojny przynosiły jej zawsze nowe prowincje. Po wojnie r. 1807 i po haniebnej przegranej pod Friedlandem[3], Aleksander na własnym sprzymierzeńcu zyskał Białystok z obwodem; po dość nieszczęśliwej kampanii tureckiej (w 1828 i 1829 r.), Mikołaj posunął granice w Europie aż po Dunaj, a w Azji nierównie dalej, niżby się tego można było spodziewać, pomnąc na zachwaloną przezorność angielską. A jeśli takie były skutki niepomyślnych wypraw moskiewskich, cóż powiedzieć o jej wojnach szczęśliwych? Zwyciężona, kryjąc klęski swe, zdobywała prowincje; zwyciężywszy, głosząc nad miarę swą siłę i triumfy, zagarniała państwa całe.

Jeden z mężów stanu rosyjskich, graf Biezborodko[4], w czasie rozpraw na Radzie Państwa: czy ostatecznie rozdzielić Polskę lub nie – rzekł: „czto nie rastiot to gnijot”. Rzecz ciekawa, co by ten mąż stanu powiedział o pokoju paryskim[5]; czy ustąpienie tej maleńkiej cząsteczki Besarabii nie zdawałoby mu się punktem przesilenia?… Ta myśl przejmuje dziś dreszczem niejednego Moskala; owa strata nieznaczna na południu cesarstwa jątrzy ich i niepokoi, kiedy wspomną o nieustających przez dwieście lat zaborach.

Imperator dzisiejszy, Aleksander, wychowany bardziej niż stryj, a nawet ojciec, pod wpływem szczerorosyjskiego patriotyzmu, czuje dotkliwie ten krok wsteczny i gotuje się zapobiec stanowczo temu cofaniu się Rosji i przywrócić jej w Europie znaczenie polityczne, które miała aż do wojny wschodniej. Na tym polu zgodzą się łatwo wszyscy Moskale: imperator, arystokracja i liberalizm rosyjski. Z dziwnym instynktem przyjmą oni od razu i odgrywać będą wszyscy jednaką rolę; kiedy potrzeba, kryć się będą pod maską umiarkowania i bezinteresowności, nic ich kosztować nie będzie umniejszyć się i upokorzyć do czasu. Było i jest w tradycjach wojennych ludów wschodnich gotować w odwrocie cios tym straszniejszy dla nieprzyjaciela, im mniej spodziewany. Kiedy Napoleon[6] z niezwyciężoną armią szedł coraz dalej w głąb Moskwy, cesarz Aleksander I[7] dał się raz słyszeć: „Jeśli nas pobije, cofniemy się w stepy, zapuścimy brody jak dawniej i wrócimy poszukać odwetu”.

Pierwszym i najważniejszym środkiem ku odzyskaniu znaczenia politycznego Rosji jest rozerwanie przymierza zachodniego. – Za panowania Mikołaja[8], od wstąpienia na tron Ludwika Filipa[9], nie było wprawdzie wyraźnego aliansu między Francją i Anglią. Ale istniało zawsze między tymi dwoma dworami porozumienie na powstrzymanie Moskwy. Nie było też środka, którego by cesarz Mikołaj nie był użył dla rozerwania tej harmonii państw zachodnich i dla odosobnienia Francji. W roku 1853, przed samym zaczęciem wojny wschodniej i na kilka miesięcy przed zawarciem aliansu francusko-angielskiego, margrabia Landsdowne[10] odezwał się: „Dziwną doprawdy byłoby rzeczą, gdyby cesarz rosyjski własnymi błędami zrealizował to, przeciw czemu walczył przez całe swe życie”. Mikołaj nie wierzył w przyjaźń państw zachodnich; wdał się w wojnę i naraził Moskwę na upokorzenie, z którego wydźwignąć zadaniem jest dzisiejszego imperatora i celem wszystkich usiłowań zagranicznej polityki rosyjskiej.

Panująca dziś we Francji dynastia przedmiotem jest nienawiści powszechnej w Rosji. Chłop moskiewski do imienia Napoleona przywiązuje znaczenie: uzurpatora, apostaty, bisurmana, antychrysta i tym podobnych przezwisk wyjętych z manifestów i proklamacji r. 1812. Wstąpienie na tron teraźniejszego cesarza Francuzów[11] przyjęte było w Moskwie z jakąś wewnętrzną, tajemniczą trwogą. Wspomnienie Napoleona nasuwa zaraz chłopu rosyjskiemu myśl o Polsce. Rzecz szczególna, żadne pismo periodyczne zdań tych nie rozszerza, nikt z wyższego towarzystwa takich pojęć nie ma i przypuszczeń nie robi; – i owszem jest powszechnym usiłowaniem oświeceńszych Moskali dowieść, że Napoleon I najhaniebniej łudził, najsromotniej zawiódł Polaków; – jeden tylko chłop moskiewski i moskiewski żołnierz prawił z cicha i ponuro w ciągu zaszłych od roku 1848 wypadków: Francuz podniałsia, podniał Turka, podnimet, pożałuj, jeszczo i Polszczu!

Ale rząd rosyjski przezwyciężając wstręt własny i całego ludu ku dynastii Bonapartów, stara się wszelkimi siłami pozyskać przyjaźń cesarza Francuzów i Francji, i aby ją sobie zaskarbić, nie masz pochlebstwa, którego by Moskale nie byli gotowi dopuścić się. Tu, w Paryżu, rozbierając między sobą i krytykując wszystko ze złośliwą zazdrością, prawią Francuzom w oczy słodkie słówka, które za najlepszą uchodzą tu monetę. Zręcznie trafiają w słabą ich stronę i drażnią ich niedogasłą niechęć ku Anglii. Rozrzucone dzieła o Rosji i jej bogactwach narodowych, o jej tendencjach do postępowości i cywilizacji przez nadanie chłopom wolności, o jej staraniach do podniesienia handlu i przemysłu, ogłaszane broszury i rozprawy o korzyściach handlowych, mogących wyniknąć ze ścisłego Rosji z Francją stosunku – wszystko to zmierza ku jedynemu celowi połączenia węzłem czasowej przyjaźni tych dwóch narodów, a właściwie ku rozerwaniu aliansu anglofrancuskiego. Na koniec przez zręczne zahaczenie celniejszych domów handlowych w fatalną sprawę dróg żelaznych, Rosja weszła już w związek finansowy z kapitalistami zachodnimi, a najbardziej francuskimi.

Lecz pod tą polityką, pełną pokoju i umiarkowania, wre tłumiona starannie żądza wcześniejszej czy późniejszej zemsty. Nieraz z piersi moskiewskiej wyrwie się jęk pożogi i krwi, podobny do gwizdu kozackiej drużyny na mord i łup lecącej! Paryż ich nęci, Paryż się im uśmiecha, jak niegdyś Roma tłumom barbarzyńców, i oczy im się świecą, gdy szepczą po cichu, że czas ten niedaleki, kiedy konie kozackie znowu napawać się będą przy wodotryskach placu de la Concorde…

Całkiem odmienny charakter ma polityka Rosji względem Anglii. Powszechne jest mniemanie w Rosji, że wojna wschodnia stanowi pierwszy dopiero ustęp walki między tymi dwoma narodami. Dzisiejszy spokój jest to zawieszenie broni, które co chwila może być zerwane. Dlatego Rosja głosząc, że się rozbraja, reformuje armię i stanowi kadry dla ogromnej siły zbrojnej, tworzonej przez powiększenie wojsk rezerwowych. W pismach periodycznych i broszurach, w rozmowach salonowych, na giełdzie petersburskiej i moskiewskiej, w gościnnych dworach, a nawet i szczególnie między ludem, zapamiętała nienawiść ku Anglikom coraz bardziej wzrasta i krzewi się.

Zarzucą nam, że walka tych dwóch narodów jest niepodobną, jak walka lądowego tygrysa z wodnym hipopotamem. Odpowiemy: walka ta nie tylko jest podobną, ale niezbędną, wcześniej czy później, a na zwłoce zyskać tylko może Rosja. – Zawiedziony w swych widokach na Stambuł, upokorzony ostatnim pokojem, rząd rosyjski dążyć musi do nowych zaborów, jako jedynego środka odzyskania utraconej przewagi. A zanim rozpatrzymy się w jego zamiarach na granicy zachodniej, przyzwoicie jest, mówiąc o polityce rosyjskiej względem Anglii, rzucić okiem na Wschód odległy.

Pierwszą zapowiedzią bliskich działań Rosji w tamtych stronach zdaje się być posunięcie znacznej części wojska ku brzegom kaspijskim, powiększenie flotylli na tymże morzu i na Jeziorze Aralskim, i obrócenie ruchu wojennego ku ujściom Wołgi i liniom orenburskim. Mówią zwyczajnie: Rosja zamyśla o podboju Indii, i rozumieją, że wyprawa do Indii jest prawdopodobną, zwłaszcza przy teraźniejszych rozruchach w tych odległych posiadłościach W. Brytanii[12]. Nam by się zdawało, że nawet wśród obecnych zaburzeń, wyprawa do Indii byłaby za wczesną i bezskuteczną; Rosja więc o niej na teraz nie myśli. Ona chce stanąć naprzód na granicach Indii, tę pozycję usiłuje zająć nie od dziś dnia i sądzimy, że w niedługim czasie opanować ją potrafi.

Wiadomo, że Rosję od Indii oddziela kraj obszernością swą równający się środkowej Europie. O tym kraju, który się zowie Turkestan, niedawno temu członek honorowy paryskiego geograficznego towarzystwa, p. Lemański, rozprawiał tak pięknie i zadziwił wszystkich nie tylko nowością badań i spostrzeżeń, ale i czystością mowy francuskiej, wyhodowanej nad Newą. Turkestan zawiera kilka chanatów, z których znaczniejsze są: kokański, chiwiński i bucharski. Najtrudniejszym zadaniem było dojść do jednego z tych chanatów, bo państwa te oddzielone są od Rosji stepem bezwodnym od Uralu aż do Syrdarii[13], na 1.500 wiorst ciągnącym się. Ale trudności tych dzisiaj już nie ma; kilka lat temu (1853) napad Kokańców na Achmeczet (Fort Perowski), leżący niedaleko ujścia Syrdarii, zadziwił Europę, że Rosja ma aż tam, na krańcu owych stepów odległych, swoją twierdzę, która wojennymi etapami związana jest z Orenburgiem[14]. Mając taką podstawę, dalsze działanie w kraju żyznym i ludnym aż do grzbietu Hindukuszu ulega zwykłym wrachowaniom strategicznym, które łatwo przewidzieć i do skutku nie bardzo też trudno doprowadzić można.

Ten jest, naszym zdaniem, drugi ustęp działań zaczepnych Rosji przeciw Anglii, skutkiem których będzie, że armia rosyjska stanie oko w oko z armią angielską. Walka tygrysa z hipopotamem zmieni się w ten sposób w walkę tygrysa z lwem…

Krótki zakres niniejszego poglądu nie dozwala nam roztrząsać skutków prawdopodobnych wojny tej w Azji. Trudno też przewidzieć, jaka będzie, po poskromieniu dzisiejszych rozruchów, organizacja wewnętrzna Indii i jaką siłę zbrojną Anglicy potrafią tam zgromadzić i utrzymać. Lecz pomimo to, zdaje się nie ulegać wątpliwości, że przewaga materialna w Azji wypadnie na stronę Rosji. Komunikacje Wołgi, Morza Kaspijskiego i Jeziora Aralskiego, niesłychana łatwość prowadzenia ogromnych karawan z kilku tysięcy wielbłądów złożonych, przynoszą Rosji korzyści niezaprzeczone. Dość przejrzeć dzieje wszystkich wypraw rosyjskich do Azji, żeby przekonać się, że pomimo niezdolności i złej wiary generałów, i mimo faktów wojennych niesławnych, rezultat każdej kampanii był dla Rosji jak najkorzystniejszym. Moskwa rośnie i długo jeszcze róść będzie w kierunku lądów azjatyckich; wszystkie okoliczności sprzyjają jej postępowi w tych stronach, i Anglia prowadząc wojnę z Rosją, gdyby się tylko na Azji ograniczyć chciała, musi być pobitą. Ona potrzebuje przeciw Rosji gromadzić siły zaczepne w Europie, a jakie są te siły, sama natura rzeczy wskazuje.

Przejdźmy teraz do granic zachodnich Rosji. Tu polityka Rosji względem dwóch mocarstw sąsiednich opiera się ciągle na wspólnictwie zbrodni dokonanej na Polsce; atoli w dalszym rozwoju wypadki położyły ogromną różnicę w jej stosunku do Prus, a jej stosunku do Austrii. – Najściślejsza przyjaźń łączy zawsze, jak łączyła, dwa dwory: rosyjski i pruski. Panujący dom pruski czuje się, i ze wszech miar sprawiedliwie, obowiązanym Rosji; winien jej swe utrzymanie się na tronie; winny jej Prusy i to, że policzono je do rzędu pierwszych mocarstw w Europie. Państwo pruskie jest zatem naturalnym sprzymierzeńcem Rosji. Lecz z drugiej strony położenie strategiczne Rosji od zachodu nie bardzo jest korzystne. Owo Królestwo Polskie Kongresowe, pod względem polityczno-strategicznym, jest jakby naroślą bolesną, wiecznie jątrzącą się i którą ciągle goić potrzeba. Aby umocnić tę słabą stronę, może by Rosja wolała przy zdarzonej zręczności i ogólnej przemianie granic oddać Prusom część Polski, aż po Wisłę, w zamian za Wschodnie Prusy z Gdańskiem. Moskale często wspominają o stracie, jaką ponieśli w czasie siedmioletniej wojny przez ustąpienie Prus Wschodnich, które już mieli w swym ręku. Wszak Elżbieta[15] kazała nawet bić talary z swym popiersiem w Królewcu! Śmierć tej imperatorowej wstrzymała na chwilę zaborcze widoki Rosji i uratowała Fryderyka II[16]. Piotr III[17], z rodu i duszy Niemiec, zaledwie wstąpił był na tron, zaraz cofnął wojska swe przeciw Prusom posłane, z nieprzyjaciela stał się sprzymierzeńcem. I to było przyczyną jego upadku. Katarzyna II[18] do śmierci zachowała jakąś niechęć ku Prusom; Aleksander I znowu całym sercem przylgnął do pruskiej dynastii, a brat jego i synowiec, związkami krwi powiększyli jeszcze ścisłość tych stosunków i wzajemnych potrzeb. Pomimo to, dziś, jak za czasów Elżbiety, Prusy Wschodnie biją w oczy Moskalom i zdają im się tak harmonizować z owymi prowincjami nadbałtyckimi, spokojnymi, wiernymi, a wielce Rosji pożytecznymi i stanowiącymi najpiękniejszy klejnot imperatorskiej korony.

W jednym tylko razie wiekuista przyjaźń Rosji z Prusami mogłaby się zachwiać, to jest, gdyby Prusy, jak się już zanosiło, chciały stanąć na czele jakiejś ligi niemieckiej, gdyby król pruski z dobrej woli i z własnej inicjatywy, wsiadł na koń ze sztandarem wszech germańskim. O! wtedy Rosja podniosłaby głowę, i zasłaniając państwo swoje od morowej zarazy, ukarałaby swawolnego sprzymierzeńca zaborem krajów aż po Odrę i aż po dawną słowiańską siedzibę, Rugię! I ten projekt nie jest także wymysłem ani marzeniem, bo już był na stole w r. 1848, kiedy Zachód tak dalece zaburzył się, że wszystkiego oczekiwać, wszystkiego obawiać się, o wszystkim marzyć było wolno.

Z Austrią rzecz się ma inaczej. Te dwa niedawno tak ściśle sprzymierzone dwory zdają się teraz dąsać się wzajemnie, i kiedy Rosja przymila się Francji, Austria wraca do dawnego sojuszu z Anglią. O szlachcie moskiewskiej i o armii rosyjskiej można wyrzec śmiało, że jedni i drudzy nienawidzą Austrii równie szczerze jak Anglii. Wstręt ten bierze źródło naprzód w różności religijnej. Naród moskiewski dochował do dziś dnia bizantyńską nienawiść do Kościoła rzymskiego, Austria zaś w jego mniemaniu jest wyobrazicielką pojęć i dążności katolickich. Po wtóre: od czasów wojen konfederacji barskiej, Moskale podejrzewają dom rakuski o jakieś tajemne zamiary względem Polski, i zdaje im się, że ta kwestia polska czeka ich przy każdej wojnie na granicy austriackiej. Po trzecie: przebieglejsi dyplomaci zarzucają Austrii, że wciągnąwszy Rosję do wojny z Węgrami[19], wytrąciła z jej rąk na zawsze oręż najstraszniejszy. Tym orężem było zadanie słowiańskie. Stając do boju w Austrii przeciw narodom walczącym za swą niepodległość, Rosja zrzuciła maskę insurekcyjną, którą oszukiwała greckie i słowiańskie plemiona w Turcji – tuż obok, na pograniczu tureckim, ujęła się za legalnością uświęconą traktatami i dowiodła, że nie inaczej, jak tylko prawem zdobywcy po słowiańskie dziedziny sięgnąć jest gotowa. Ta dwoistość polityki rosyjskiej wprawdzie w dwóch odrębnych państwach, ale okazana wśród ludów sąsiednich i nad jedną i tą samą wielką rzeką leżących, stała się powodem, że dzisiaj kwestia słowiańska dla Rosji upadła. Ludy słowiańskie lub na wpół słowiańskie w Austrii, podobnie jak w Turcji, spostrzegły się, że jeśli tylko mają zmienić pana, to już wolą trzymać się dawnego, bo na zamianie pewno nie zyskają.

Na koniec, przekonała się Rosja, że największe i rzeczywiste zapory w jej wschodnich zamiarach stawia zawsze Austria. Linia operacyjna w każdej wojnie z Turcją na Półwyspie Bałkańskim, jedynie dogodna dla armii rosyjskiej, jest zagrożona nieustannie ze strony Węgier. Samo wystawienie korpusu austriackiego na granicy wołoskiej hamuje z tej strony zapędy Rosji, nie dozwala nawet przejść Dunaju. Dlatego to, podczas ostatniej wojny, Rosja w mniemaniu, że Francja z Anglią nie sprzymierzą się i do tej kwestii nie wmieszają się, śmiało wkroczyła do Multan i Wołoszy, i byłaby szła dalej, bo na wstrzymanie Austrii miała w Królestwie Polskim armię, która gotową była do marszu pod wodzą Paskiewicza[20].

Te powody sprawiają, że Rosja nie jest daleka od wojny z Austrią. Woli ona spotkać w niej jawnego nieprzyjaciela niż dwuznacznego i bardzo szkodliwego sprzymierzeńca. Podobna wojna byłaby nawet wielce popularną w Rosji, gdyż po jej końcowym rezultacie Moskale spodziewają się zdobyć ostatnią krainę ruską, do korony wszechrosyjskiej dołączyć ostatni brylant ziemi ruskiej! Odra i Karpaty, te dawne granice monarchii lechickiej, mogłyby z czasem stać się granicami Rosji. Nimi to imperatorowie silić się będą wynagrodzić sobie już podobno na zawsze utracony Stambuł! Lecz Austria ma na swą obronę środek, który dyplomacja austriacka doskonale rozumie, i chociaż bardzo jest energiczny, w razie krytycznym użyć go potrafi. Tym środkiem jest szczere i stanowcze podniesienie sprawy polskiej. Austria ma w szeregach swoich wojsk armię polską, której brakuje tylko oficerów Polaków, a takowi mogą się znaleźć. Osiemdziesiąt tysięcy wojska polskiego, poparte przez Austrię sprzymierzoną, wkroczywszy do granic imperium, byłyby dla Moskwy daleko straszliwszymi, niż armia moskiewska dla Austrii maszerująca z Warszawy do Wiednia. Rezultat walki polegałby na szczerym podniesieniu sprawy polskiej. Co nie jest tak łatwym, bo Polak mądry po szkodzie, chociażby krzywd swoich zapomniał, a Austria słynna jest ze złej wiary.

Turcja i Szwecja, te dwa skrzydłowe i ościenne mocarstwa imperium rosyjskiego, były i są naturalnymi wrogami Rosji. Obie mają do powetowania wiele ciężkich strat i dla obu Rosja jest straszną. Atoli od wojny wschodniej położenie tych dwu państw stało się o wiele lepszym; powiemy więcej, przy dzisiejszym stanie przymierzy europejskich, Turcja i Szwecja mogą być wielce dla Rosji niebezpiecznymi.

Co do Turcji: dopóki trwa przymierze Anglii z Francją, Turcja musi stosować się do polityki tych dwu mocarstw, i na przypadek nowej wojny z Rosją stanie się oczywiście jej teatrem albo przynajmniej jednym z teatrów. W razie zobojętnienia dzisiejszego zachodniego przymierza, Turcja pozostanie zawsze pod wpływem polityki angielskiej, bo Anglia będąc w ciągłym współzawodnictwie z Rosją, w nieustającej skrytej wojnie, musi wszystkich sił dokładać, aby podług swej woli kierować Turcją. Jeśli przed wojną stosunek Turcji do Rosji był czysto bierny, po wojnie zmienić się musiał koniecznie. Spostrzegła to Rosja, a obawiając się, w razie zerwania zachodniego przymierza, wyłącznego w Stambule wpływu Anglii, stara się zawczasu iść wbrew jej polityce, sprzyja rywalizacji Francji, sprzeciwia się Anglii w sprawie księstw naddunajskich[21]. Lecz jest jeszcze inna przyczyna, dla której Rosja była za połączeniem księstw. Jej celem jest przekonać Francję, że już wyrzekła się wszelkich zamachów na Stambuł; że ustąpiwszy znad Dunaju, zobojętniała w kwestii wschodniej, o tyle przynajmniej, o ile się to odnosi do Turcji europejskiej, a zatem o ile to Francję bezpośrednio interesować może. Atoli z drugiej strony, uzbrajanie się Rosji na Morzu Czarnym, podnoszenie Sewastopola, zamknięcie portów azjatyckich, a osobliwie nieustająca czynność w Mikołajowie[22], powinny by przestrzec Francję, że w tym mniej niż w czymkolwiek innym można ufać Rosji, i że dla jednej niezupełnie zawiedzionej wyprawy, imperatorowie rosyjscy nie wyrzekną się swojej mniemanej spuścizny po cesarzach Bizancjum.

Co do Szwecji. Wojna wschodnia dowiodła, że wielkie wyprawy zamorskie, którym do ostatnich czasów nie wierzono, stały się, osobliwie przy dzisiejszym rozwoju marynarki parowej, łatwymi do urzeczywistnienia. Mniemała Rosja, że tylko od strony zachodniej jest dostępną; dzisiaj od morza widzi najsłabszą granicę. Ale nie sądźmy, aby ta słaba granica była na brzegach Finlandii lub w odnodze fińskiej. Tu Rosja mocno obwarowała się, i źle by znał Rosję ten, co by w Finlandii starał się zadać jej cios stanowczy.

Finlandia ani za powód, ani za teatr wojny służyć nie może. Przypomnijmy, że ten kraj od dwu wieków był niechętny berłu szwedzkiemu, że pragnął jakiej niezawisłości. Dziś o niepodległości własnej Finowie nie marzą, a byt ich materialny pod panowaniem rosyjskim jest daleko lepszy, niżeli nim był pod rządami Szwedów. Imperatorowie Rosji, tworząc sobie z Finlandii pewien rodzaj zakrycia, uzbroili jej brzegi z wszelką starannością, a mieszkańców rozbroili łagodnością i mądrością rządów. Finlandia, jak wiadomo, ma osobne granice, senat oddzielny, odrębne instytucje administracyjne i sądowe, i własne szkoły. W szeregu tytułów cesarskich, W. Ks. Finlandzkie idzie zaraz po Królestwie Polskim. Język jej, religia, zwyczaje i prawa były przez rząd rosyjski szanowane. Niemało też cieszyli się Moskale, kiedy usiłowania sprzymierzeńców w ostatniej wojnie zwrócone były ku tej najwarowniejszej granicy imperium rosyjskiego.

W innym położeniu są południowe brzegi Bałtyku. Tam wylądowanie jest wielce niebezpieczne dla Rosji, bo ziemie polskie leżą w pobliżu. Jest więc pytaniem niezmiernej wagi dla Rosji, czy Szwecja dochowa swej pozornej przyjaźni, czy też w razie danym wojnę wypowie? Na szali wypadków europejskich wiele zawsze ważył ów zawołany miecz szwedzki; w wojnie europejskiej z Rosją przeważy on stanowczo. Gdyby kiedykolwiek kampanię przeciw Rosji chciano od Bałtyku prowadzić, ląd szwedzki i wyspa Gotland muszą być wojskową posadą, i Szwecja staje się najniebezpieczniejszym dla Moskwy nieprzyjacielem.

Rosja ocenia doskonale tę wiszącą nad nią groźbę. Wśród skalistych nadbrzeży Norwegii, na samej północy Atlantyckiego Oceanu, leży zatoka Varanger, która, jak inne norweskie przystanie, nigdy nie zamarzając, ma jeszcze tę korzyść, że jest obszerną, aby całą flotę przez zimę pomieścić. Od wielu lat Rosja, pod różnymi pozorami, starała się wymóc na Szwecji odstąpienie tej zatoki. Jej posiadanie zapewniłoby Rosji możność utrzymania floty przez rok cały na otwartym morzu. Wiedziała Anglia o tych zamiarach rosyjskich; w ciągu ostatniej wojny, razem z cesarzem Napoleonem, zdołała ona Szwecję nakłonić do zawarcia (21 listopada 1855) traktatu z Zachodem, mocą którego król szwedzki zobowiązał się nie ustąpić Rosji nigdy, ani dozwolić jej zająć, jakiej bądź cząstki terytorium szwedzkiego lub norweskiego. Podpisanie tego traktatu było pierwszym ze strony Szwecji jawnym wypowiedzeniem nieufności względem Rosji, ale zarazem było też dla Rosji najbardziej naglącym powodem, aby czym prędzej zaprzestać wojny. Bo Szwecja nie może, jak Francja lub Anglia, kiedy zechce rozpocząć lub zakończyć walkę z Rosją; ona nie może stanąć pierwej do boju, aż ją upewnią sprzymierzeńcy, że zamiarem ich szczerym jest rozbić i skruszyć potęgę moskiewską, a zatem odbudować Polskę.

A tak, na całej ogromnej linii, przez którą ciągnie się zachodnia granica cesarstwa, przy każdym zetknięciu się nieprzyjaznym Rosji z którym bądź narodem europejskim, zadanie Polski wychodzi na jaw. I jak nikt z Zachodu nie zdoła wkroczyć do Rosji prawdziwej, nie zawadziwszy o ziemię polską, tak każdy spór polityczny, a tym bardziej walka z Zachodem, zagraża Rosji nieprzedawnioną nigdy sprawą naszą. Cień Polski, jak w tragedii Szekspira, staje wciąż z krwawą raną, w oczach zabójcy, i odbiera spokój jego duszy, tym jednym słowem: „ja tu zawsze jestem obecny”.

Można na przyszłość wiele przypuścić nowych politycznych kombinacji: stosunek Rosji do państw europejskich może się zmienić; przymierze Zachodu tak groźnie dla Moskwy może się rozchwiać; inny alians jeszcze potworniejszy od świętego przymierza może się skleić chwilowo; ale w każdym miejscu i w każdym czasie kwestia polska musi być tamą dla Rosji nieprzepartą. Ta Polska, której nie znajdzie oznaczonej na karcie Europy, o której słowa nie usłyszy w powszedniej, bieżącej polityce; ta Polska oku materialnemu niewidoczna, po tylekroć znękana, przygnieciona, rozćwiartowana, silna jedynie siłą swych tradycji i żyjąc tylko wiernością swych synów, w polityce świata waży przecież za armie i potęgi, przeszkadza Rosji stanowczo do zdobycia przewagi europejskiej, przeszkadza jej nawet do ustalenia wewnętrznej u siebie organizacji. Te są nasze pogrobowe dzieje i pogrobowe dla cywilizacji zasługi; da Bóg, że one będą kiedyś nam policzone!

W każdym razie już dzisiaj liczy je Rosja i nie traci chwili, aby wydusić z nas tę resztę życia, które jej tyle zadaje niepokoju. W sprawach religijnych, w administracji krajowej i sądownictwie, w oświeceniu publicznym, interesach handlowych i przemysłowych, w świeżo podniesionej kwestii włościańskiej, wszędzie rząd rosyjski, wsparty pomocą całego narodu, toczy z nami wojnę na zabój. Za główny cel swych pocisków obrał sobie szlachtę i duchowieństwo katolickie, w których narodowość polską najwarowniej widzi ugruntowaną. W walce tej nieubłaganej Rosja zmienia swe kształty i oręż: to przemocą plac sobie czyniąc, burzy, gruchocze, niweczy wszystko, co tylko cień jakiś naszej ojczyzny przypomina; to znów do greckich uciekając się podstępów, przymila się i uwodzi łagodnymi pozorami, ale wojnie tępiącej nigdy nie folguje, bo czas jej bliski, a przyszłość niepewna.

Potrzebujemyż ukrywać, że siły nieprzyjaciół są zbyt przeważne, i że często walka zdaje się zanadto nierówną.

A jednak nie tracimy nadziei. Bo przeciw zwierzęcemu gwałtowi stawić możemy siłę moralną, przeciw zobojętnieniu, choćby świata całego, wiarę w miłosierdzie Boże, przeciw kłamstwom i podejściom Moskwy – prawdę i czystość naszych dążeń. Z takimi podstawami naszego życia i działania możemy być spokojni i cierpliwi.

Rozpoczynając wojnę wschodnią Moskale wybili medal, na którym świętokradzko te zamieszczono słowa: „W Tobiem Panie nadzieję moją położył, nie dajże mnie na wieczne pohańbienie!”. Nie Moskali to, ale nasze jest godło, i pod nim wytrwamy do końca. Bo wzywając na pomoc Świętego Imienia, ani krzywdy bliźniego nie pragniemy, ani wszechmocności Bożej nie urągamy się bluźnierczo!

* * *

Walerian Kalinka (1826-1886), historyk i publicysta, jeden z czołowych przedstawicieli krakowskiej szkoły historycznej. Urodził się 20 listopada 1826 r. w Bolechowicach pod Krakowem. Uczęszczał do krakowskiego Liceum Św. Anny. Po jego ukończeniu w 1840 r. podjął studia na Wydziale Filozoficznym UJ, następnie zaś na Wydziale Prawa, który ukończył w 1845 r. Wziął udział w powstaniu krakowskim 1846 r., blisko współpracując z dyktatorem insurekcji Janem Tyssowskim. Przebieg ówczesnych wydarzeń przekonał go o destrukcyjnym wpływie radykalizmu rewolucyjnego na stosunki społeczne. Wszedł do redakcji założonego w 1848 r. krakowskiego dziennika konserwatywnego „Czas”. Opuścił ją jednak rychło po konflikcie z twórcą „Czasu” Pawłem Popielem, gdy ten ostatni chciał powitać przybywającego do Krakowa cesarza Franciszka Józefa I nazbyt wiernopoddańczym, zdaniem Kalinki (a także innego członka redakcji, Maurycego Manna), artykułem wstępnym. Po osiedleniu się we Francji Kalinka został współpracownikiem Hotelu Lambert, zgrupowanego wokół Adama Jerzego Czartoryskiego. Wraz z Julianem Klaczką redagował w Paryżu „Wiadomości Polskie”, jedno z najlepszych polskich pism XIX w. Mimo wysokiego poziomu gazety, zainteresowanie nią było na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych nikłe i wobec stałego topnienia prenumeratorów została ona zamknięta. W 1870 r. Kalinka przyjął święcenia kapłańskie. Ostatnie lata życia spędził w Polsce. Zmarł we Lwowie 16 grudnia 1886 r. Kalinka zasłynął przede wszystkim jako autor fundamentalnych prac historycznych o upadku Polski w wieku XVIII i próbach jej odrodzenia w dobie Sejmu Czteroletniego (Sejm czteroletni, 3 t., 1880-1888; Ostatnie lata panowania Stanisława Augusta, 2 t., 1868). Tworzyły one zręby ważnego nurtu historiografii polskiej, nazwanego krakowską szkołą historyczną, którego zwolennicy polemizowali z poglądami Joachima Lelewela i jego uczniów, podówczas niezwykle popularnymi, a upatrującymi przyczyn upadku Rzeczpospolitej w niekorzystnym splocie wydarzeń międzynarodowych. Kalinka negował ten pogląd, wskazując na wewnętrzne przyczyny słabnięcia Polski, prowadzące do rozbiorów i jej zniknięcia z mapy politycznej Europy. Zarazem skrytykował niektóre tezy Dziejów Polski w zarysie Michała Bobrzyńskiego, idącego jeszcze dalej w potępianiu wad I RP. Wśród godnych uwagi dzieł Kalinki warto wymienić też historyczną polemikę z absolutyzmem józefińskim (Galicja i Kraków pod panowaniem austriackim, 1853) oraz jego szczytowe osiągnięcie publicystyczne Przegrana Francji i przyszłość Europy, zapowiadające złowrogie skutki zastosowania liberalnych i socjalistycznych teorii w życiu politycznym i społecznym Starego Kontynentu.

Prezentowany fragment pochodzi z tekstu Rząd rosyjski, [w:] W. Kalinka, Pisma pomniejsze, t. 3, cz. I, Kraków 1892, s. 104-121. Ukazał się on pierwotnie w „Wiadomościach Polskich”, a następnie został opublikowany jako osobna broszura (Paryż 1858).

*  *  *

Tekst opracowany w ramach projektu: Geopolityka i niepodległość – zadanie publiczne współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w konkursie „Wsparcie wymiaru samorządowego i obywatelskiego polskiej polityki zagranicznej 2018”. Publikacja wyraża jedynie poglądy autorów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

Tekst jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Ośrodka Myśli Politycznej. Utwór powstał w ramach konkursu Wsparcie wymiaru samorządowego i obywatelskiego polskiej polityki zagranicznej 2018. Zezwala się na dowolne wykorzystanie utworu pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosownej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie Wsparcie wymiaru samorządowego i obywatelskiego polskiej polityki zagranicznej 2018.

[1] Aleksander II Romanow (1818-1881) – syn Mikołaja I, po jego śmierci od 1855 r. cesarz rosyjski. W początkach panowania podjął próbę zreformowania cesarstwa (m.in. przeprowadził uwłaszczenie chłopów w 1861 r.). Stłumił powstanie styczniowe, doprowadził do rozszerzenia granic Rosji na Kaukazie, w Azji Środkowej i na Dalekim Wschodzie. Zginął w zamachu, którego dokonał członek „Narodnej Woli”, Polak Ignacy Hryniewicki.

[2] Wojna krymska (1853-1856) – wojna prowadzona przez Rosję z Imperium Osmańskim i jego sojusznikami: Wielką Brytanią, Francją i Sardynią. Choć została sprowokowana przez Rosję, ujawniła jej słabość i zacofanie techniczne i organizacyjne, wzmocniła pozycję państw zachodnich na Bliskim Wschodzie
i Austrii w Europie Wschodniej.

[3] Bitwa pod Frydlandem, w pobliżu Królewca, rozegrała się 14 czerwca 1807 r. Armia francuska Napoleona Bonaparte pokonała w niej siły rosyjskie. Zawarty został po niej pokój w Tylży.

[4] Aleksandr Biezborodko (1747-1799) – rosyjski polityk, ważna postać petersburskiego dworu, odgrywający dużą rolę w kształtowaniu polityki zagranicznej Rosji, od 1797 r. kanclerz Imperium Rosyjskiego.

[5] W kongresie paryskim (1856) brali udział przedstawiciele Francji, Turcji, Anglii, Sardynii, Austrii i Rosji. Zawarli oni 30 marca traktat „o pokoju i przyjaźni”. Na jego mocy Rosja miała dokonać demilitaryzacji Wysp Alandzkich, zobowiązywała się przekazać południową Besarabię Mołdawii, zaś miasto Kars zwrócić Turcji. Księstwa Naddunajskie – Mołdawię i Wołoszczyznę – przyznano Turcji jako protektoraty, choć zagwarantowano im szeroką autonomię. Morze Czarne postanowiono zamknąć dla okrętów wojennych, zaś Rosję i Turcję pozbawiono prawa posiadania instalacji wojskowych na jego wybrzeżu. Na Dunaju miała obowiązywać wolna żegluga.

[6] Napoleon I Bonaparte (1769-1821) – francuski wojskowy i polityk. Po zamachu dokonanym 9 listopada 1799 r., obalającym rządy dyrektoriatu, objął władzę jako konsul. W 1804 r. koronował się na cesarza. Po serii wojen, związanych z jego zaborczą polityką, został pokonany przez koalicję, w której prym wiodły Anglia i Rosja. Został zesłany na Wyspę św. Heleny, na której zmarł.

[7] Aleksander I Romanow (1777-1825) – car Rosji od 1801 r. Odegrał ważną rolę w wojnach z Napoleonem, a po nich należał do kluczowych graczy w tworzeniu nowego porządku politycznego Europy. W początkach panowania – gdy jednym z jego najbliższych współpracowników i przyjaciół był książę Adam Jerzy Czartoryski – sądzono, że może skierować cesarstwo na bardziej liberalny kurs polityki. Również część polskich elit politycznych wiązała nadzieje z carem, zwłaszcza po ustanowieniu na kongresie wiedeńskim Królestwa Polskiego z Aleksandrem jako jego królem. Nie przestrzegał on jednak konstytucji Królestwa, którą sam nadał. Kontynuował ekspansję Rosji w Azji i w rejonie Morza Bałtyckiego (zajęcie Finlandii i Wysp Alandzkich). Po wojnie z Turcją Rosja objęła we władanie Besarabię.

[8] Mikołaj I Romanow (1796-1855) – car rosyjski od 1825 r., w latach 1825-1831 król Polski (Królestwa Kongresowego). Na początku panowania stłumił powstanie dekabrystów (1825). Po uporaniu się z powstaniem listopadowym prowadził politykę represji wobec Polaków, m.in. zniósł konstytucję Królestwa Polskiego i zamknął uniwersytety w Warszawie i Wilnie. W 1846 r. posłał wojska do stłumienia powstania krakowskiego, zaś w 1849 r. – na prośbę Austrii – do zdławienia powstania węgierskiego. Umocnił pozycję Rosji na Bałkanach. W ostatnich latach życia uwikłał Rosję w wojnę krymską.

[9] Ludwik Filip I (1773-1850) – książę Chartres. Po wybuchu rewolucji francuskiej związał się z klubem jakobinów, ale w 1793 r. wyemigrował do Anglii. Do ojczyzny powrócił w 1814 r. W 1830 r. – po wybuchu rewolucji lipcowej i abdykacji Karola X i jego starszego syna Ludwika Antoniego, wbrew woli zwolenników Burbonów chcących koronacji Henryka, księcia Chambord (młodszego syna ustępującego władcy) – Ludwik Filip został obrany przez Zgromadzenie Narodowe królem Francuzów. Panował do 1848 r., gdy wskutek rewolucji lutowej abdykował i uciekł do Anglii.

[10] Henry Petty-Fitzmaurice, 3. markiz Landsdowne (1780-1863) – brytyjski polityk, wig, członek Izby Gmin od 1802 r., od 1809 r. Izby Lordów. Był Kanclerzem Skarbu (1806-1807), ministrem spraw wewnętrznych (1827-1828) i Lordem Przewodniczącym Rady (1830-1834, 1835-1841, 1846-1852).

[11] Napoleon III (1808-1873) – bratanek Napoleona I. W 1848 r. został wybrany prezydentem Republiki. W 1851 r. dokonał zamachu stanu, zaś w kolejnym przeprowadził plebiscyt i ogłosił się cesarzem. Wielkie nadzieje z jego panowaniem wiązali Polacy, sądzący, że może on czynnie i skutecznie wystąpić w sprawie polskiej, do przywrócenia jej niepodległości włącznie – iluzje te rozwiały się w czasie powstania styczniowego. Opinię o politycznej i militarnej potędze Napoleona III ostatecznie zweryfikowała klęska Francji w wojnie z Prusami (1870-1871). Cesarz dostał się wówczas do pruskiej niewoli i jego panowanie zakończyło się detronizacją (formalnie w 1871, choć władzę stracił już w 1870 r.). Po uwolnieniu resztę życia spędził w Anglii.

[12] Kalinka pisze o powstaniu sipajów – żołnierzy indyjskich służących w wojskach Kompanii Wschodnioindyjskiej. Doszło do niego w Indiach w latach 1857-1858. Choć ostatecznie zostało ono stłumione, władze brytyjskie postanowiły odsunąć Kompanię Wschodnioindyjską od zawiadywania brytyjskimi interesami

w Indiach – odtąd miały one podlegać bezpośrednio rządowi.

[13] Syrdaria – rzeka w Uzbekistanie, Tadżykistanie i Kazachstanie, uchodząca do Jeziora Aralskiego.

[14] Orenburg powstał w 1743 r. jako twierdza, założona nad rzeką Ural, na granicy Europy i Azji.

[15] Elżbieta Piotrowna Romanowa (1709-1762) – cesarzowa Rosji (1741-1762), córka Piotra I Wielkiego. Za jej panowania Rosja przystąpiła do wojny siedmioletniej przeciwko Prusom – śmierć władczyni i zmiana sojuszy uchroniły Fryderyka II przed klęską.

[16] Fryderyk II Hohenzollern, zwany Wielkim (1712-1786) – król Prus od 1740 r. Znany był z bardzo dobrego wykształcenia i sympatii do myślicieli oświeceniowych (m.in. Woltera). Jednocześnie zasłynął jako jeden z najbardziej zaborczych władców swej epoki. Toczył wojny z Austrią (o sukcesję austriacką, 1741-1742, w wyniku której Prusy zajęły Śląsk; o sukcesję bawarską, 1778). W wojnie siedmioletniej (1756-1763) przeciwko Prusom wystąpiła koalicja austriacko-francusko-rosyjsko-saksońska, ale uniknął jednak klęski. Był jednym z architektów pierwszego rozbioru Polski.

[17] Piotr III (1728-1762) – dziedzic niemieckiego księstwa Holsztyn. W 1745 r. pojął za żonę niemiecką księżniczkę Zofią Anhalt-Zerbst, późniejszą carycę Katarzynę II. Wybrany na następcę przez carycę Elżbietę, był carem Rosji od stycznia 1762 r. Po półrocznych rządach – źle ocenianych przez rosyjskie elity, m.in. z powodu jego niechęci do rosyjskiej tradycji – został obalony wskutek przewrotu pałacowego – władzę przejęła jego żona. Zginął w bójce z rąk oficerów gwardii.

[18] Katarzyna II (1729-1796) – córka niemieckiego księcia z dynastii Anhalt-Zerbst, żona cara Piotra III. Po obaleniu męża, w 1762 r. przejęła władzę jako cesarzowa Rosji, w tej roli umacniając jej dominację we wschodniej części Europy. Przesądziła o losie Rzeczypospolitej, korumpując jej elity polityczne, a gdy to uznawała za niewystarczające, także interweniując zbrojnie i przeprowadzając we współpracy z Prusami i Austrią rozbiory Polski.

[19] Rosja wsparła Austrię, gdy ta druga zmagała się z powstaniem węgierskim, które wybuchło w 1848 r. Wojska rosyjskie dowodzone przez Iwana Paskiewicza przyczyniły się do jego stłumienia w 1849 r.

[20] Iwan Paskiewicz (1782-1856) – rosyjski wojskowy, generał, od 1832 do 1856 r. namiestnik Królestwa Polskiego, stłumił powstania listopadowe i węgierskie.

[21] Księstwa Naddunajskie, czyli Hospodarstwo Mołdawskie i Hospodarstwo Wołoskie. W 1861 r. weszły w skład zjednoczonego państwa rumuńskiego.

[22] Mikołajów, założony w 1789 r. nad Bohem, w pobliżu jego ujścia do Morza Czarnego, był ważną bazą floty rosyjskiej (później także sowieckiej).