Śladami Katarzyny

Ignacy Matuszewski

Ignacy Matuszewski

Ignacy Matuszewski

Publicysta, polityk, czołowy polski geopolityk, minister skarbu w II RP.

Wnioski

Są Polacy, którzy poddają się takiemu rozumowaniu: Położenie jest tragiczne. Jesteśmy izolowani. Ani Anglia, ani Ameryka nie będą toczyć wojny o Polskę. Rosja posiada w artykule 6. Deklaracji Trzech Mocarstw wolną rękę dla okupacji wojskowej całej Polski. Rosja najprawdopodobniej zajmie całą Polskę. Nikt jej stamtąd nie wypędzi. Znanymi metodami stworzy wówczas „Rząd” jakiegoś moskiewskiego Quislinga[i]. Rząd ten ogłosi połączenie Polski, w tej czy innej formie, z Rosją. Może się nawet powtórzyć komedia plebiscytu. Nic więc nie pozostaje, jak szukać porozumienia z Moskwą, póki Polska nie jest jeszcze zajęta. Może w rozmowach podjętych teraz, jeśli będziemy gotowi pertraktować o wszystko: o granice, o skład Rządu, o uzależnienie przyszłej polityki polskiej od Rosji – może w takich rozmowach da się choć coś ocalić? Może w wyniku takich rozmów nie Andrzej Witos[ii], lecz Stanisław Mikołajczyk będzie dalej premierem; może uda mu się uratować choć części ludności polskiej od zniszczenia, a może nawet uzyskać jakąś poprawkę graniczną, może Lwów, może nawet zagłębie naftowe? Może Stalin rzeczywiście poprze rewizję granic Polski na zachodzie? Może w zamian za przyjęcie warunków rosyjskich otrzymamy od Ameryki pieniądze, żywność, odzież, pomoc w odbudowie kraju? Może nawet jakieś gwarancje? Tonący chwyta się brzytwy. Toniemy – zatem niechaj       Polski w Londynie chwyta się brzytwy: niech Mikołajczyk[iii] jedzie do Moskwy, niech się zgodzi na linię Curzona, niech przyjmuje komunistów do rządu, niech usuwa Sosnkowskiego[iv], Raczkiewicza[v], Andersa[vi] – ach, nawet godzi się na internowanie armii polskiej w Szkocji, we Włoszech jeśli za tę cenę ocali coś z Polski, jakiś skrawek niepodległości, jakiś skrawek, cień egzystencji…

Takie jest rozumowanie kapitulantów.

Ignacy Matuszewski

Ignacy Matuszewski

Publicysta, polityk, czołowy polski geopolityk, minister skarbu w II RP.

Wszystko jedno, czy wynika ono ze słabości charakteru, ze zmęczenia, czy jest po prostu podyktowane przez obcą wolę. Czy zdrada jest świadoma, czy nieświadoma – skutek jest ten sam. Skutkiem zdrady jest zawsze zguba. Wśród targowiczan byli także ludzie zacni, nie tylko podli. Jednak tych nawet, których Bóg może rozgrzeszyć – historia przeklina.

Dwa są błędy w rozumowaniu kapitulantów. Pierwszy – że najmniejszą rzecz można przez kapitulację ocalić. Drugi – że wszystko już jest stracone.

Nic i nigdy nie można ocalić przez kapitulację. Natomiast na pewno traci się wówczas wszystko, co jest do stracenia.

To prawda, że nie od naszej woli zależy bieg operacji na frontach. To prawda, że Rosja może okupować część Polski, albo całą Polskę. To prawda, że dzięki uległej polityce Rządu Polskiego w Londynie, prawa nasze nie zostały należycie i w czas zabezpieczone, prawda, że w Moskwie Sowiety uzyskały od Anglii i Ameryki wolną rękę w stosunku do Polski na czas wojny. To prawda, że Sowiety będą na ziemiach polskich, przez nie zajętych, postępowały jak zechcą: 20 szubienic z 20 powieszonymi dowódcami oddziałów Podziemnej Armii Polskiej daje temu straszliwe świadectwo. To prawda, że Sowiety mogą znaleźć wśród komunistów o polskich nazwiskach, albo wśród tchórzy – zdrajców, co przyjmą namaszczenie na włodarzy Polski z rąk Stalina. To wszystko prawda.

Ale której z tych zbrodni można zapobiec przez kapitulację? Żadnej.

Można w zamian za podpisanie manifestu nowej Targowicy uzyskać wiele obietnic. Czy wolno być tak głupim, aby im wierzyć, lub tak podłym, aby udawać, że im się wierzy?

Obietnice, przyrzeczenia i podpisy dają Sowiety bez wahania, kiedy jest im to dogodne. Sowiety podpisały Traktat Ryski. Przez 18 lat nie podnosiły zarzutów, że Traktat ten jest dla nich krzywdzący, ani że został narzucony , „słabej” Rosji przez „potężną” Polskę. Przeciwnie – w oficjalnych wydawnictwach (Wielka Encyklopedia Sowiecka, tom 46) Sowiety określały granicę Traktatu Ryskiego, jako świadczącą: „that Sowiet Russia emerged victorious even from this struggle” Traktat Ryski był przez Sowiety potwierdzony wielokrotnie i w pakcie o nieagresji z Polską z dn. 25 lipca 32 r., i w przedłużeniu tego paktu, podpisanym dn. 5 maja 1934 i przez Pakt Ligi Narodów, której Sowiety zostały członkami.

Były to uroczyste i formalne zobowiązania międzynarodowe – nie prywatne obietnice. Co z nimi Sowiety uczyniły? Co uczyniły w chwili, gdy układ sił się zmienił, gdy Polska napadnięta przez Hitlera nie mogła się bronić, gdy Anglia i Francja zaangażowane w wojnę z Niemcami nie mogły wystąpić? Sowiety podarły traktaty, jak świstki papieru.

A pakt polsko-sowiecki, zawarty w 1941 r. przez Sikorskiego? Czy nie mówił w artykule 1., że „Rząd ZSRR uznaje za nieważne umowy sowiecko-niemieckie z 1939 r., co do zmian terytorialnych w Polsce?” Czyż gen. Sikorski, p. Mikołajczyk, Raczyński[vii], Romer[viii], Stańczyk[ix] i wszyscy urzędowi publicyści nic tłumaczyli nam wymownie, że ten punkt układu przywraca Polsce granice Traktatu Ryskiego? Na pewno ten punkt układu tak byłby rozumiany i tłumaczony – gdyby układ był podpisany przez uczciwego kontrahenta. Dziś Sowiety cynicznie twierdzą, że „anulując” umowy sowiecko-niemieckie o rozbiorze Polski – wcale nie wyrzekały się przez to swojej części rozbioru. W połowie 1941 r. – Sowietom było potrzebne polskie rozgrzeszenie. Było potrzebne dla odzyskania zaufania, dla otrzymania pomocy amerykańskiej. Kiedy Polacy przestali być potrzebni – pakt z Sikorskim poszedł na śmietnik: Polacy w Rosji wrócili do więzień i obozów, przerwano formowanie wojsk polskich, podległych Rządowi RP i gotowych walczyć o niepodległość i całość Polski – po to, by zacząć formować pseudo-polskie oddziały pod hasłem obalenia Rządu Polskiego, oraz odebrania Polsce jej ziem i jej niepodległości.

Czy nie dosyć tych przykładów? Czy Polacy mają otrzymywać policzek za policzkiem i dalej nadstawiać twarz? Czy otrzymywać mają nieprzytomni głupcy, całą przyszłość narodu zawiesić na tej tylko nadziei, że można ułagodzić tyrana, bijąc mu czołem o ziemię, że można uwierzyć tyranowi, kiedy żąda by mu się zaprzedać w niewolę i za tę właśnie cenę obiecuje wolność?

Katarzyna[x] także obiecywała wiele targowiczanom. Obiecywała nawet nienaruszalność granic Polski. Ci, co tym obietnicom uwierzyli – przyłożyli ręki do wykreślenia Państwa Polskiego z mapy Europy.

Ale – można zapytać – jeśli Rosja posiada dziś wszystkie fizyczne możliwości uczynienia z Polski, co zechce – to czemu jeszcze chce kapitulacji? Czemu w zamian za kapitulację bezsilnego Rządu Polskiego, za wprowadzenie do gabinetu A. Witosa czy Jędrychowskiego, za usunięcie Sosnkowskiego i Raczkiewicza obiecuje zapłatę, miga mirażem Lwowa, zapowiada wieczystą łaskę?

Odpowiedź jest prosta. Stalinowi potrzebna jest kapitulacja Polaków.

Stalin jest człowiekiem rozumnym – wie, że dla Polski nie wszystko jest stracone.

Ale wszystko może być stracone. Staszic powiedział w okresie rozbiorów: „Upaść może nawet naród wielki – zginąć tylko nikczemny”. Stalin wie, że aby świat pogodził się ze śmiercią Polski – trzeba wykazać światu, nie to, że Rosja jest w tej chwili silniejsza od Polski – ale wykazać światu, że Polacy są głupi i nikczemni.

Dlatego Sowiety zabiegają i będą zabiegać o podpis na akcie nowej Targowicy p. Mikołajczyka, albo p. Romera, albo p. Banaczyka[xi], albo p. Stańczyka, albo wszystkich tych panów razem.

Za czasów Katarzyny rozbiór Polski musiał być podpisany, prócz Rosji, przez Austrię i Prusy. Bez zgody tych mocarstw rosyjska okupacja wojskowa ziem Rzplitej – była tylko okupacją wojskową. Fakty dokonane – to wiele, ale to nie wszystko: Hitler zagarnął Polskę, naprzód w połowie, później całą – i cóż z tego? Fakty, jakie stworzył, nie zostały uznane i oto przestają być faktami. Katarzyna rozumiała, że póki na akcie zgładzenia Państwa Polskiego nie będzie podpisów Austrii i Prus – poty dokonane przez nią zagarnięcie ziem polskich będzie faktem nietrwałym, zakwestionowanym, faktem, kryjącym zarodki groźnych dla Rosji konfliktów.

Dziś rozbiór, czy zabór Polski musi być podpisany przez Anglię i Amerykę. Inaczej stan faktyczny okupacji rosyjskiej nie stanie się faktem prawnym zaboru.

Zniszczyć niepodległe Państwo Polskie można dziś tylko przy pomocy Anglii i Ameryki. Bez ich udziału nic jest to możliwe. Oto główna różnica sytuacji Katarzyny i sytuacji Stalina.

Katarzyna musiała do udziału w zbrodni namówić zbrodniarzy. Stalin musi do udziału w tej samej zbrodni skłonić dwie najwspanialsze demokracje świata, Bez zgody Anglii i -Ameryki zabór, czy przepołowienie Polski przez Rosję pozostanie w świadomości całego świata aktem przemocy i gwałtu – ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Czy możliwe jest by naród angielski, by naród amerykański wziął udział w zbrodni rozbioru Polski, w zbrodni pozbawienia jej niepodległości?

Ani naród angielski, ani naród amerykański tego nie uczyni – jeśli nie zostanie okłamany i oszukany.

Jeśli chodzi o niepodległość Polski to dla narodu angielskiego wybór między Polską i Rosją nie jest tylko wyborem między Polską i Rosją, lecz wyborem między Rosją – i honorem Anglii. Dla narodu amerykańskiego wybór między Polską i Rosją jest w istocie wyborem między Rosją – i sprawiedliwością. Dla narodu angielskiego i amerykańskiego po równo – wybór między Polską i Rosją jest, w perspektywie czasu, właściwie wyborem między Rosją i ich własnym bezpieczeństwem.

Trzeba by zwątpić w trwałość kultury zachodniej, gdyby przypuścić, że dwa najwspanialsze narody tej kultury gotowe są opuścić sojusznika, oddać w niewolę towarzysza broni, męczennika ich własnej sprawy skazać na potępienie wieczne. To jest niemożliwe.

To jest niemożliwe, gdyż świadomy udział w morderstwie Polski naruszyłby fundamenty, na których oparte jest wewnętrzne życie obu tych narodów. Polska ma prawa – wyraźne i niewątpliwe, uznane międzynarodowo, na których to praw międzynarodowym uznaniu widnieje podpis angielski i podpis amerykański. Sponiewierać więc świadomie prawa Polski – to znaczyłoby dla Anglii i Ameryki złamać samą zasadę prawa.

Traktat polsko-angielski można interpretować wykrętnie. Ale gdyby nawet tłumaczyć go najwykrętniej – Anglia jest zobowiązana do obrony niepodległości Polski. Stalin zaś chce Polskę pozbawić niepodległości. Dlatego naród angielski nie może zgodzić się na rosyjskie rozwiązanie sprawy polskiej. Nie może – jeśli Polacy sami się na nie zgodzą. Anglia nie ma prawa – bez złamania uroczyście danego słowa – podpisać traktatu pokojowego bez Polski. Anglia więc nie podpisze traktatu pokojowego, skazującego Polskę na śmierć – chyba, że Polacy sami na takim traktacie położą swój podpis. Rząd angielski może czynić wiele, by skłonić Mikołajczyka – jak Hitler „skłaniał” Hachę[xii] – do kapitulacji. Ale żaden Rząd angielski nie może Polski zaprzedać w niewolę inaczej, jak za zgodą jej przedstawicieli. Jeśli naród polski nie wyda Hachów, nie wystawi Hachom pełnomocnictw – Polska nie straci niepodległości.

Skąd ten optymizm? – zapytają sceptycy. Skąd przypuszczenie, że naród angielski i naród amerykański będą się powodować w stosunku do Polski zobowiązaniami, honorem, sprawiedliwością, prawem. Karta Atlantycką, traktatem polsko-angielskim? Skąd wiara, że ofiara i zasługa, że bohaterstwo i męczeństwo Polski będzie uszanowane? Przecież – powiedzą sceptycy – mamy już dowody, że Anglia i Ameryka opuszcza Polskę, oddaje ją na łup. Przecież artykuł 6. Deklaracji Moskiewskiej dał, za podpisem Anglii i Ameryki, wolną rękę Sowietom w Polsce na i czas wojny? Przecież mowa Churchilla z dn. 22 lutego rb. była pogwałceniem traktatu polsko-angielskiego, była odstąpieniem od niepodległości Polski?

Argumenty te mają pozory słuszności. Prawda, że na konferencji moskiewskiej dano wojskom rosyjskim wolną rękę w Polsce. Prawda, że Churchill w mowie z 22 lutego rb. dochodził do wniosków, które w skutkach odmawiały Polsce niepodległego bytu. Czy to znaczy, że naród amerykański i naród angielski gotów jest świadomie podpisać rozbiory Polski, lub tej zabór w niewolę?

Nie.

Po pierwsze inną jest sytuacja w czasie wojny – inną będzie po zdruzgotaniu Niemiec. Art. 6-ty Deklaracji Moskiewskiej był błędny, był zły, był dla Polski tragiczny. Ale przed społeczeństwem amerykańskim artykuł ten był usprawiedliwiany „koniecznościami wojennymi” Rosja otrzymała wolną rękę w Polsce „na czas wojny”. Społeczeństwu amerykańskiemu, społeczeństwu angielskiemu tłumaczono, że – jeśli to rozwiązanie nie jest sprawiedliwe, jest dla Polaków niebezpieczne – to jednak jest to rozwiązani chwilowe tylko, nie przesądzające nic na przyszłość.

Tak samo mowa Churchilla wypowiedziana była w okresie działań wojennych i pod ich naciskiem. Szantaż Sowietów, że mogą one zawrzeć pokój z Hitlerem wisi nad społeczeństwem angielskim, jak gradowa chmura. Mowa Churchilla z 22 lutego była zrozumiana w społeczeństwie angielskim jako jeszcze jeden wysiłek utrzymania Sowietów w wojnie, choćby „za każdą cenę”. Pomimo to mowa lutowa Churchilla nie znalazła poparcia w parlamencie. Przeciwnie – została ostro, przez niektórych z oburzeniem, skrytykowana. Oczywiście – parlament brytyjski nie obalił Churchilla z powodu tej mowy. Zmusił jednak p. Edena[xiii] do powtórzenia raz jeszcze publicznie, że Anglia nie uzna zmian terytorialnych, dokonanych przemocą. Jak na czas wojny – to wiele.

Bowiem pamiętajmy drugą prawdę. Tę mianowicie, że kiedy przyjdzie pierwszy dzień pokoju w Europie, kiedy Niemcy złożą broń – sytuacja zasadniczo się zmieni. Armia angielska i amerykańska staną wtedy twarzą w twarz z armią czerwoną. Nie będzie się wówczas myśleć kategoriami pokonania Niemiec. Będzie się wówczas myśleć, w Anglii przede wszystkim, kategoriami równowagi europejskiej. Kiedy na Londyn padają bomby niemieckie, Anglia musi myśleć o tym przede wszystkim, by przestały one spadać na Londyn. Kiedy przestaną – Anglia będzie musiała myśleć o tym, by na Londyn nie zaczęły wcześniej czy później spadać bomby najpotężniejszego mocarstwa kontynentalnego jakie się ostoi w tej wojnie.

Póki więc bomby niemieckie padają na Londyn – Polska może się Anglikom wydawać niepotrzebną. Kiedy bomby niemieckie przestaną spadać na Londyn – Rosja Anglikom musi się wydać groźną, Polska – potrzebną. Oczywiście – jeśli Polska będzie, jeśli nie podda się przedtem.

Naród angielski i amerykański nie mogą podpisać rozbiorów ani odebrania Polsce niepodległości – jeśli nie będą okłamane. Któż nam zaręczy, że już dziś pp. Churchill, Eden nie są wprowadzani w błąd? Gdzie były protesty Rządu Polskiego przeciw administracji sowieckiej na ziemiach Polski? Czy przed konferencją moskiewską Rząd Polski w Londynie ogłosił swoje dezyderaty, czy po konferencji protestował? Kiedy de Gaulle walczy o francuską administrację Francji – każde dziecko wie o tym. Ale czy Churchill przed swoją mową lutową nie miał od p. Mikołajczyka i Romera zgody na linię demarkacyjną? Czy p. Stańczyk nie gadał na prawo i lewo, że warto oddać „błota pińskie” za Śląsk Niemiecki? Czy informatorem polskim urzędów brytyjskich nie był przez lata p. Litauer[xiv], bliżej związany z Sowietami, niż z Polską? Czy, słowem Rząd Polski w Londynie był równie „niezłomny” w rozmowach z Rządem brytyjskim i amerykańskim, jak w uroczystych zobowiązaniach, dawanych narodowi polskiemu? Czy w Anglii i Ameryce nie myślą, iż Rząd Polski gotów jest podpisać wobec Rosji kapitulację z niepodległości i całości Rzeczypospolitej?

Byłbym bardzo wdzięczny ambasadorowi Ciechanowskiemu[xv], gdyby zechciał jak najbardziej stanowczo sprostować te przypuszczenia – jeśli może.

Należy odrzucić argumenty pesymistów. Naród angielski i amerykański nie podpiszą rozbioru ani zaboru Polski – bo tego podpisać nie mogą. Naród angielski i amerykański mogą się zgodzić na rozbiór czy zabór Polski tylko wówczas, jeśli zostaną okłamane, że to co się z Polską tragicznego staje – staje się za zgodą samych Polaków.

Katarzyna dla uśmiercenia Polski musiała mieć aprobatę Austrii i Prus. Stalin dla uśmiercenia Polski musi mieć zgodę Anglii i Ameryki. Nie otrzyma tej zgody – jeśli nie stworzy pozorów zgody samych Polaków na uśmiercenie Polski. Dlatego Stalinowi Targowica potrzebniejsza jest niż Katarzynie. I dlatego Stalinowi koniecznie potrzebna jest zdrada Polski przez kogoś z Rządu Polskiego w Londynie.

Tak wygląda naprawdę sytuacja. Bez zdrady Rządu Polskiego w Londynie – nie można zabić niepodległości Państwa Polskiego Można je okupować, można nowe miliony Polaków skazać na zesłanie. Ale nie można zawrzeć pokoju.

Sytuacja jest tragiczna. A przecież Polska nie zginęła, jak długo Polacy nie przyłożą ręki do jej zguby. Bez akcesu Rządu Polskiego do Targowicy – nie ma upadku Polski.

Ale gdyby taki akces nastąpił – Polska zapłaciłaby za tę zdradę ponownym stuleciem niewoli.

 

Odpowiedzialność

 

Na Rządzie Polskim ciąży straszliwa odpowiedzialność.

Jeśli ludzie w nim zasiadający poddadzą się – popełnią zbrodnię gorszą, niż zbrodnia Stanisława Augusta. Stanisław August znajdował się pod naciskiem fizycznej przemocy, pod którym nie znajduje się ani Władysław Raczkiewicz, ani Stanisław Mikołajczyk. Stanisław August nie miał możności apelowania do sumienia świata – obecny rząd RP. tę możność posiada. Stanisław August miał w swych archiwach tylko traktat z wiarołomnym Dworem Pruskim. – Rząd Polski w Londynie może na stół obrad cisnąć traktat polsko-angielski, czerwony od naszej krwi. Stanisław August był przedstawicielem Polski, która wynurzała się dopiero z okresu saskiego, Polski, która nie miała jeszcze Kościuszki, księcia Józefa[xvi], Mochnackiego[xvii], Traugutta[xviii], Piłsudskiego. Władysław Raczkiewicz i Stanisław Mikołajczyk mówią imieniem innej Polski – Polski nie upadku, lecz bohaterstwa. Polski, która ocaliła świat. Groby polskich lotników na brytyjskiej ziemi świadczą milcząco, ale nieodparcie o prawdzie tych słów.

Rząd stoi przed wyborem: kapitulacja wobec Rosji, albo naprawdę niezłomna obrona Polski i prawa. Za ten wybór poniesie odpowiedzialność. Wobec narodu polskiego. Wobec Europy. Wobec sojuszników.

Nie ma różnicy między sytuacją z 1939 roku i sytuacją obecną. Wówczas Rząd Polski stał przed tym samym wyborem: albo kapitulacja wobec Niemiec, albo niezłomna obrona praw Polski. Jasnym było wtedy, że każde ustępstwo, że każdy kompromis, że np. zgoda „tylko” na eksterytorialną szosę przez Pomorze – to byłoby maskowanie kapitulacji, krycie, że Polska zaprzedana zostaje w niewolę. Każde ustępstwo od granic Polski, zaprzysiężonych w traktatach, każde ustępstwo od pełnej niezawisłości polityki polskiej – jest tak samo niedopuszczalne jak w 1939 roku. Min. Romer nie rozstrzyga innego zagadnienia, niż to, które rozstrzygał Beck[xix]. Beck rozstrzygał je zgodnie z honorem. Jeśli Romer rozstrzygnie je inaczej – będzie człowiekiem bez honoru.

Gdyby w marcu 1939 r. ówczesny rząd polski ugiął się wobec żądań Hitlera, usprawiedliwiając własną małość tym, że pragnie ocalić przed wojną Polaków i za tę cenę zaprzepaścił Polskę – to rząd taki byłby rządem zdrajców. Gdyby w r. 1944 obecny rząd polski ugiął się wobec żądań Stalina, usprawiedliwiając własną małość tym, że pragnie ocalić przed zgubą Polaków za cenę zguby Polski – to rząd taki byłby rządem zdrajców.

Gdyby w r. 1939 Polska ugięła się wobec żądań Hitlera, przyjęła jego „opiekę” i uzgodniła swoją politykę z polityką niemiecką – to ludzie, którzy by to imieniem Polski uczynili, zdradziliby nie tylko naród polski. Zdradziliby także Europę.

Cóż by się stało, gdyby rząd polski w 1939 roku poddał się Niemcom? Wpływy Anglii zostałyby usunięte przez Niemcy z Europy, trzecia zaś Rzesza stałaby się ponad wszelką wątpliwość potęgą militarną, absolutnie dominującą na kontynencie. Bowiem postawa Polski przesądzała o postawie wszystkich państw Europy Środkowej i Wschodniej, czyli o postawie 100 milionów ludzi. Gdyby Polska w 1939 roku poszła z Niemcami – proces włączania do organizmu gospodarczego i militarnego Rzeszy, obszarów Europy Środkowej i Wschodniej, który kosztował Hitlera 3 lata czasu i wiele krwi – stałby się bezkrwawo, jednego dnia.

W 1939 roku Polska wypełniła swój obowiązek wobec Europy: broniąc niezłomnie swej niepodległości – zapobiegła niemieckiej hegemonii.

W 1944 roku obowiązek obrony wolności w Europie spada na Polskę z jeszcze większą siłą.

Tak się bowiem stało, że z pośród ludów Europy Środkowej i Wschodniej Polska jedna ma głos wśród sojuszników. Ona jedna jest od początku i bez zachwiana w walce z Niemcami. Ona jedna ma zasługi i ofiary, których nie sposób wykreślić z historii.

Polska broniąc swoich praw i swoich granic – już tym samym broni wolności Węgier, Czech, Słowacji, Litwy, Rumunii. Bowiem tylko wówczas, jeśli będzie istnieć Polska niepodległa i niepomniejszona – tylko wówczas możliwe jest niepodległe istnienie tych narodów.

Kapitulacja Polski, byłaby nieodwołalnym wyrokiem śmierci dla Węgrów i Litwinów, Słowaków i Łotyszów, Czechow i Estończyków, Rumunów i Finów, a może zagroziłaby nawet wolności i niepodległości Turcji i Szwecji. Kiedy Polska kapituluje – większość tych narodów staje się nawozem historycznym pod tyranię moskiewską.

Rząd więc Polski, który by podpisał akt nowej Targowicy – przekreśliłby tym samym tysiącletnią misję historyczną Państwa Polskiego. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, a jednak tak jest: kapitulacja p. Mikołajczyka – oddając na pastwę azjatyckiej tyranii połowę Europy – przekreśliłaby dwa największe fakty w dziejach Polski: dzieło Mieszka Pierwszego, i dzieło Władysława Jagiełły, to oni bowiem włączyli, pierwszy Polskę, drugi zaś wschód Europy do Zachodniej Wspólnoty Narodów.

Wreszcie rząd polski dźwiga odpowiedzialność wobec Wielkich Demokracji. W społeczeństwie angielskim i amerykańskim, jak w każdym, istnieją równolegle: ofiarność i lekkomyślność, poświęcenie i sobkostwo – tradycja Monachium.

Tak było w 1939 roku. To dziś wydaje się, że w marcu 1939 roku nie było w Anglii, Francji. Ameryce ochoty do kompromisu z Hitlerem. W rzeczywistości wiosną 1939 roku tradycja Monachium nie była daleka od zwycięstwa. To decyzja Polski przesądziła, że górę wziął prąd oporu.

Dziś znów w Anglii i Ameryce słabość dochodzi do głosu i pragnie kupić chwilowy spokój, oddając Stalinowi połowę Europy. Ci, którzy chcą iść tą drogą, zapominają, że po Sadowej musi przyjść Sedan. Nie widzą faktu, że z baz rosyjskich na ziemiach polskich będzie można, już można bombardować Londyn – ale z Anglii nie można bombardować Uralu…

Równowaga sił na kontynencie Europy jest nieodzownym warunkiem bezpieczeństwa Ameryki. Kapitulacja Polski oznacza oddanie Rosji Europy Wschodniej i Środkowej, prawdopodobnie całych Bałkanów, być może całej Skandynawii. Oznacza to obalenie równowagi europejskiej. Sytuacja 1939 r. się powtarza. I, jak w 1939 r., od postawy Rządu Polskiego zależeć może, czy w Anglii i Ameryce przeważy przewidywanie, czy znużenie – męstwo, czy słabość.

Straszliwa odpowiedzialność ciąży na rządzie polskim.

Albowiem jedną błędną decyzją – premier Rządu RP. może odebrać sens historyczny i wszelkie znaczenie czterem milionom mogił polskich, rozrzuconych od Katynia po Oświęcim, od Tobruku, po Narwik. Może zmarnować na zawsze każdą polską, ofiarę.

I może także zmarnować ogólne zwycięstwo.

Na rządzie polskim ciąży straszliwa odpowiedzialność: przez słabość, przez brak charakteru, męstwa i wytrwania Rząd Polski może zmarnować krwawy wysiłek narodu polskiego i zgubić niepodległe Państwo Polskie.

Ale żaden rząd, nawet na emigracji, nie działa w próżni. Współodpowiedzialność więc za to, co Rząd Polski uczyni, za chwałę czy hańbę jego postępków – ponosimy wszyscy.

Każdy z nas, obywateli polskich, odpowiada za to, co się stanie. Każdy bez wyjątku. Różne są stopnie tej odpowiedzialności, ale jest ona powszechna. Za dawną Targowicę odpowiedzialni są nie tylko, ci, co do niej przystąpili. Odpowiedzialni są także ci wszyscy, co do niej dopuścili, co nie zabili jej w zarodku, co – przez obojętność, lenistwo, obawę – pozwolili, aby kiełkowało zatrute ziarno, aby pleniła się hańba.

Tak samo jest i dzisiaj. I wtedy sprawy nie stawały się widzialnie, jednego dnia, jednej godziny. I wtedy, przed 150 laty, zwykły dzień powszedni splatał się niewidocznie z tragedią dziejową i wielu, zbyt wielu, usiłowało zasłonić sobie oczy zwykłością dnia codziennego przed nadchodzącą grozą.

Trzeba to zrozumieć: nie ma dnia powszedniego. Powszedni dzień i powszednie sprawy – to tylko złudzenie. Staje się dzisiaj przyszłość narodu i staje się w każdym z nas. Jeśli ten naród nie ma iść ponownie w stuletnie jarzmo niewoli – każdy musi walczyć. I każdy, kto nie walczy – zdradza.

Zdradza każdy urzędnik, który nie ośmiela się mieć swojego zdania, bo może się ono nic podobać szefom. Zdradza każdy publicysta, który zataja prawdę, kłamie fałszywie pociesza. Zdradza każdy ambasador, co trwa na swoim stanowisku sprzedając przyszłość Polski za honor mówienia Jej imieniem, którego jest niegodny. Zdradza każdy, co siebie przed sobą usprawiedliwia, że nic nie może.

Może każdy, kto jest członkiem jakiegokolwiek polskiego stronnictwa wołać głośno i jawnie do swoich przywódców, że nie wolno im zbaczać na manowce. Może każdy, kto jest członkiem jakiegokolwiek związku czy stowarzyszenia poruszyć ten związek i to stowarzyszenie, aby nie było ono niemym świadkiem nieszczęścia, aby stanęło w poprzek drogi, wiodącej ku zgubie. Może wreszcie każdy Polak, gdziekolwiek jest i cokolwiek czyni, najsłabszy i najlichszy nawet, – w ślepia plunąć zdradzie i ręki jej nie podać. I wtedy ziarno zdrady kiełkować nie będzie.

Od tej odpowiedzialności za przyszłość, za to co się stanie, za Mikołajczyka i Romera – wolna jest tylko Polska Podziemna i wolne jest tylko wojsko polskie. Bowiem Polska Podziemna jest w niewoli, a mimo to głośno woła, że nie zgadza się i nie zgodzi się na pomniejszenie Państwa Polskiego, na oddanie go w czyjąkolwiek kuratelę. Bowiem wojsko polskie jest wojskiem – i jak każde wojsko w milczeniu musi wypełniać rozkazy, bohaterstwem swoim tylko świadcząc, że o wolność się bije, a nie o moskiewską niewolę. Ci walczący – nie poniosą odpowiedzialności za to, co się staje, za to, co się stać może. Osłoni ich sprawiedliwa historia marmurowym ramieniem. Ale nikogo z nas nie osłoni.

Nikogo. Od najuboższego uchodźcy – do Prezydenta Rzeczypospolitej.

Nie osłoni partii, dziś w Rządzie zasiadających, jakkolwiek szczytna i wzniosła byłaby ich przeszłość. Wspaniała jest przeszłość Polskiej Partii Socjalistycznej. Tern głębszy byłby jej upadek, gdyby za jej niemym przyzwoleniem, nowa Targowica splamiła dzieje narodu polskiego. Był okres, w którym Polska Partia Socjalistyczna sama jedna wiodła naród polski do walki o niepodległość. Kto kocha jej sztandar – ten drżeć dzisiaj powinien, by nie dostał on się w niegodne ręce.

Największa przecież odpowiedzialność spoczywa na Prezydencie Rzeczypospolitej.

Bez jego przyzwolenia, bez jego słabości – zdrada nie może się zamaskować. Musi ujawnić, że jest zdradą.

Konstytucja Rzeczypospolitej mówi prawdę – Prezydent RP odpowie za przyszłość Państwa Polskiego przed Bogiem i Historią.

Wydaje się, że nadszedł dzień, kiedy przypomnieć trzeba, jakimi słowy przysięga narodowi Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, obejmując urząd:

„Świadom odpowiedzialności wobec Boga i Historii za losy państwa, przysięgam Panu Bogu Wszechmogącemu w Trójcy Świętej Jedynemu, na urzędzie Prezydenta Rzeczypospolitej: praw zwierzchniczych państwa bronić, jego godności strzec, ustawę konstytucyjną stosować, względem wszystkich obywateli równą kierować się sprawiedliwością, zło i niebezpieczeństwo od państwa odwracać, a troskę o jego dobro za naczelny sobie poczytywać obowiązek. Tak mi dopomóż Bóg i święta Syna Jego męka. Amen”.

Każdy z nas stoi przed wyborem: HAŃBA albo CHWAŁA. I każdy musi wybierać.

 

*  *  *

Ignacy Matuszewski (1891-1946), publicysta, polityk, w II RP minister skarbu. Urodził się 10 września 1891 r. w Warszawie, w rodzinie inteligenckiej. Studiował filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim, architekturę w Mediolanie, prawo w Dorpacie, nauki rolnicze w Warszawie. Podczas I wojny światowej służył w armii rosyjskiej, związał się z obozem Józefa Piłsudskiego, brał udział w organizowaniu Korpusów Polskich w Rosji i w ich działaniach. Został członkiem POW, w lutym 1918 r. na czele polskich oddziałów zajął Mińsk. W maju 1918 r. usiłował pozbawić dowództwa gen. Józefa Dowbor-Muśnickiego i rozpocząć walkę z Niemcami. Po wyjeździe do Kijowa objął kierownictwo POW na Rosję, Ukrainę i Białoruś. Od listopada 1918 r. służył w II Oddziale Sztabu Naczelnego Wodza jako zastępca, a od sierpnia 1920 r. jako jego szef (do 1923 r.). Brał udział w rokowaniach z bolszewikami w Rydze jako ekspert wojskowy. Był attaché wojskowym w Rzymie (1924-1926), posłem RP w Budapeszcie (1928-1929), ministrem skarbu w kilku kolejnych gabinetach (1929-1931), redaktorem naczelnym rządowej „Gazety Polskiej” i „Polityki Narodów” (1932-1936). Zyskał uznanie jako jeden z najwybitniejszych polskich publicystów i geopolityków międzywojennego dwudziestolecia. Prawicowy piłsudczyk, po śmierci Marszałka znajdował się w opozycji wobec rządzącego obozu sanacyjnego, był bliskim współpracownikiem Walerego Sławka, przeciwnikiem Józefa Becka i Ed­warda Rydza-Śmigłego, związanym z kręgami konserwatywnymi. We wrześniu 1939 r. kierował ewakuacją złota Banku Polskiego do Francji. Atakowany przez przeciwników sanacji, pomimo próśb nie otrzymał przydziału wojskowego. Po klęsce Francji, przez Hiszpanię, gdzie został na kilka miesięcy uwięziony, przedostał się do Portugalii, a następnie do USA. Osiedlił się w Nowym Jorku, gdzie rozpoczął działalność publicystyczną, głównie w „Nowym Świecie” i „Dzienniku Polskim”, krytykując linię rządu Władysława Sikorskiego i jego następcy Stanisława Mikołajczyka, szczególnie zaś ustępstwa wobec ZSRS i aliantów zachodnich, domagając się prowadzenia suwerennej polityki polskiej. Przewidująco wskazywał na konsekwentną politykę Józefa Stalina wobec kwestii polskiej i nielojalność aliantów zachodnich. Był ostro atakowany przez wrogów sanacji, szczególnie środowiska lewicowe, a także przez prasę amerykańską. Jego działalność publicystyczna, krytyczna wobec aliantów, poddana została restrykcjom ze strony administracji amerykańskiej. Współtworzył Instytut Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku oraz Komitet Narodowy Amerykanów Polskiego Pochodzenia. Zmarł 3 sierpnia 1946 r. w Nowym Jorku. Publicystyka Matuszewskiego została opublikowana w Próbach syntez (1937) i Wyborze pism (1952).

Śladami Katarzyny, [w:], I. Matuszewski, Hańba i chwała, Jerozolima 1945, s. 50-63

 

***

Tekst opracowany w ramach projektu: Geopolityka i niepodległość – zadanie publiczne współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w konkursie „Wsparcie wymiaru samorządowego i obywatelskiego polskiej polityki zagranicznej 2018”. Publikacja wyraża jedynie poglądy autorów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

Tekst jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Ośrodka Myśli Politycznej. Utwór powstał w ramach konkursu Wsparcie wymiaru samorządowego i obywatelskiego polskiej polityki zagranicznej 2018. Zezwala się na dowolne wykorzystanie utworu pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosownej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie Wsparcie wymiaru samorządowego i obywatelskiego polskiej polityki zagranicznej 2018.

 

 

[i] Vidkun Quisling (1887-1945) – norweski wojskowy, faszystowski działacz polityczny, premier Norwegii (1942-1945), kolaborujący z III Rzeszą, za co został skazany na śmierć i rozstrzelany.

[ii] Andrzej Witos (1878-1973) – działacz ludowy, młodszy brat Wincentego Witosa, poseł na Sejm (1922-1927), po napaści ZSRS na Polskę więziony przez Sowietów, członek PKWN, poseł na Sejm Ustawodawczy (1947-1950).

[iii] Stanisław Mikołajczyk (1901-1966) – polski polityk, działacz ruchu ludowego. W latach 1930-1935 zasiadał w Sejmie RP, będąc w opozycji do rządów sanacyjnych. Po klęsce wrześniowej przebywał na uchodźstwie, wchodząc w skład rządu RP, jako wicepremier, minister spraw wewnętrznych, a po śmierci Władysława Sikorskiego od lipca 1943 do listopada 1944 r. premier. W Tymczasowym Rządzie Jedności Narodowej był wicepremierem i ministrem rolnictwa. Stał na czele Polskiego Stronnictwa Ludowego i był posłem do Krajowej Rady Narodowej. W 1947 r. został wybrany do Sejmu Ustawodawczego w wyborach, w których komuniści dokonali sfałszowania wyników. W tym samym roku dzięki pomocy ambasady Stanów Zjednoczonych uciekł z Polski, przemycony na pokładzie statku poza polskie wody terytorialne. Na emigracji w USA nie odegrał już istotnej roli.

[iv] Kazimierz Sosnkowski (1885-1969) – polski żołnierz, polityk, związany z PPS i Organizacją Bojową, szef sztabu I Brygady Legionów Polskich, minister spraw wojskowych (1920-1924), generał broni, dowódca Frontu Południowego we wrześniu 1939 r., minister bez teki w rządzie W. Sikorskiego (1939-1940), komendant główny Związku Walki Zbrojnej (1939-1941), naczelny wódz Polskich Sił Zbrojnych (1943-1944), po wojnie na emigracji.

[v] Władysław Raczkiewicz (1885-1947) – polski działacz polityczny, minister spraw wewnętrznych (1921, 1925-1926, 1935-1936), senator, marszałek Senatu (1930-1935), wojewoda nowogródzki (1921-1924), wileński (1926-1930), krakowski (1935), pomorski (1936-1939), prezydent RP na uchodźstwie (1939-1947)

[vi] Władysław Anders (1892-1970) – polski wojskowy i polityk, generał, dowódca Armii Polskiej w ZSRS i 2 Korpusu Polskiego, Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, po II wojnie światowej na emigracji członek Rady Trzech.

[vii] Edward Bernard Raczyński (1891-1993) – polski polityk i dyplomata, stały delegat RP przy Lidze Narodów, ambasador RP w Londynie (1934-1945), minister spraw zagranicznych (1941-1943), prezydent RP na uchodźstwie w latach 1979-1986.

[viii] Tadeusz Romer (1894-1978) – polski dyplomata, polityk, sekretarz Romana Dmowskiego i uczestnik konferencji wersalskiej. Od 1921 r. radca MSZ w Warszawie, w 1928 r. radca ambasady w Rzymie, od 1935 r. poseł w Portugalii, w latach 1937-1941 ambasador rządu II Rzeczypospolitej w Japonii, ambasador w Rosji (1942-1942), minister spraw zagranicznych w rządzie Stanisława MIkołajczyka (1943-1944), po wojnie na emigracji.

[ix] Jan Stańczyk (1886-1953) – działacz socjalistyczny, członek PPS, poseł na Sejm II RP, minister w rządach na uchodźstwie (posądzany o szpiegostwo na rzecz ZSRS), minister w rządzie Edwarda Osóbki-Morawskiego, członek PZPR.

[x] Katarzyna II (1729-1796) – córka niemieckiego księcia z dynastii Anhalt-Zerbst, żona cara Piotra III, po obaleniu którego objęła rządy jako cesarzowa Rosji (od 1762). Skutecznie umacniała potęgę Rosji i swe absolutystyczne rządy. Żywo angażowała się w sprawy polskie, ingerując w kwestie personalne i ustrojowe, posługując się w tym celu zarówno przekupstwem, jak i interwencją zbrojną. Przeprowadziła – w sojuszu z Austrią, a przede wszystkim Prusami – trzy rozbiory Polski, likwidując jej niepodległość.

[xi] Władysław Banaczyk (1902-1980) – adwokat, polityk, członek PSL „Piast”, Stronnictwa Ludowego, PSL i ZSL, w czasie II wojny światowej wiceprezes Rady Narodowej RP, minister spraw wewnętrznych w rządzie Stanisława Mikołajczyka (1943-1944), poseł na Sejm Ustawodawczy w PRL.

[xii] Emil Hácha (1872-1945) – czeski polityk, prezydent Czecho-Słowacji (1938-1939) i Protektoratu Czech i Moraw (liczył, że zdoła ograniczyć skutki niemieckich rządów, jeśli pozostanie na stanowisku), po wojnie oskarżony o kolaborację, został uwięziony i zmarł w więzieniu.

[xiii] Anthony Eden (1897-1977) – brytyjski polityk, związany z Partią Konserwatywną. Był ministrem spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii (1936-1938, 1940-1945, 1951-1955) i premierem (1955-1957).

[xiv] Stefan Litauer (1892-1959) – polski dziennikarz, w II RP pracownik MSZ, dyrektor Polskiej Agencji Telegraficznej, usunięty z tego stanowiska w 1944 r. przez Rząd RP na uchodźstwie za działanie na szkodę państwa polskiego, podejrzewany o szpiegostwo na rzecz wywiadu sowieckiego, po II wojnie światowej powrócił do kraju, zatrudniony w MSZ, PISM i jako korespondent Polskiego Radia w Londynie.

[xv] Jan Maria Włodzimierz Ciechanowski (1887-1973) – polski ekonomista, polityk i dyplomata, związany ze Stronnictwem Polityki Realnej. W 1918 r. objął stanowisko referenta ds. brytyjskich w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w Warszawie, a w 1919 r. był szefem sekretariatu premiera Ignacego Paderewskiego na konferencji pokojowej w Paryżu. Od roku 1919 lub 1920 do roku 1925 był radcą legacyjnym w Poselstwie RP w Londynie, a w latach 1920-1921 kierował tą placówką w randze chargé d’affaires. W latach 1925-1929 był posłem nadzwyczajnym i ministrem pełnomocnym w Waszyngtonie. Po II wojnie światowej przebywał na emigracji w Stanach Zjednoczonych.

[xvi] Józef Poniatowski (1763-1813) – generał, wódz naczelny wojsk Księstwa Warszawskiego, marszałek Francji. Brał udział w wojnie z Rosją 1792 r., powstaniu kościuszkowskim i wojnach napoleońskich. Poległ w bitwie pod Lipskiem.

[xvii] Maurycy Mochnacki (1804-1834) – polityk i publicysta, krytyk literacki, zaangażowany w działalność spiskową, odgrywał ważną rolę polityczną w czasie powstania listopadowego i w życiu emigracji popowstaniowej. Napisał m.in. Powstanie narodu polskiego w roku 1830 i 1831 (1834).

[xviii] Romuald Traugutt (1826-1964) – oficer armii rosyjskiej, uczestnik rosyjskiej interwencji na Węgrzech w 1849 r. i wojny krymskiej, dyktator powstania styczniowego (od 17 października 1863 r.), aresztowany przez Rosjan 10 kwietnia 1864 r., został skazany na karę śmierci, wykonaną w warszawskiej Cytadeli.

[xix] Józef Beck (1894-1944) – polski polityk, dyplomata, bliski współpracownik Józefa Piłsudskiego, członek Polskiej Organizacji Wojskowej, w latach 1914-1917 żołnierz Legionów Polskich, a w okresie 1922-1923 attachè wojskowy RP w Paryżu i Brukseli. W latach 1926-1930 był szefem gabinetu ministra spraw wojskowych, w 1930 r. wicepremierem w rządzie J. Piłsudskiego. W latach 1932-1939 był ministrem spraw zagranicznych – jednym z najbardziej kontrowersyjnych w tej roli polskich polityków.