Kto rządzi Wielką Brytanią?

Jak pisze korespondent polityczny „Financial Times” Henry Mance w artykule pt. Who governs Britain?, posłowie w brytyjskim parlamencie już na kilka lat przed Brexitem zdali sobie sprawę, że łatwo mogą przejąć kontrolę nad państwem. W 2013 roku po raz pierwszy od wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych rząd brytyjski przegrał w parlamencie głosowanie w sprawie dołączenia do działań wojennych. Jak podkreśla autor, ta decyzja przyczyniła się do odejścia USA od planów zbombardowania Syrii, w konsekwencji tego do pozostawienia reżimu Baszara al-Assada przy władzy.

Głosowanie dotyczące umowy brexitowej Theresy May nie było najbardziej dramatyczną decyzją podjętą przez Izbę Gmin. Według Henry’ego Mance’a najgorsze w kryzysie związanym z Brexitem jest konstytucyjne spustoszenie oraz pewnego rodzaju chaos, jaki zapanował. Na domiar złego wyciekły spotkania gabinetu i rozpadła się dyscyplina partyjna. Posłowie nie wiedzieli, jak się zachować po referendum, gdyż w tym wypadku wyborcy wykonali ich pracę.

Według autora zgodnie z brytyjską konstytucją referenda nie miały nigdy większego znaczenia. Parlament był wyidealizowany, przedstawiany jako miejsce, w którym poglądy nie tylko są reprezentowane, ale również kształtowane. Wcześniej w Wielkiej Brytanii odbyły się jedynie dwa referenda: w 1975 roku oraz 2011 roku. Od ostatniego (dotyczącego Brexit’u) różniły się tym, że parlamentarzyści i głosujący w referendum mieli takie samo zdanie. Jak podkreśla Henry Mance, referendum Brexit było pierwszym, w którym wyborcy nie zgodzili się z posłami. W teorii możliwe były dwie drogi: zaakceptowanie wyników demokracji bezpośredniej albo poproszenie społeczeństwo o ponowne przemyślenie zagadnienia. W Wielkiej Brytanii powstał wszakże impas między parlamentem a władzą wykonawczą. Jk zaznacza autor tekstu, na świecie spory między władzą wykonawczą a ustawodawczą nie są niczym niecodziennym, jednak w Wielkiej Brytanii jest to odstępstwo od dotychczasowej praktyki.

Korespondent nie ukrywa, że społeczeństwo reaguje coraz większym niezadowoleniem. Coraz powszechniej uważa się, że parlament powinien uznać wybór elektoratu. Coraz częściej zdarzają się groźby względem posłów. Henry Mance zwraca uwagę, że zabrakło ponadpartyjnego porozumienia i pomysłu na wypracowanie planu. Do tych wszystkich zawirowań doszły jeszcze wybory z 2017 roku, w wyniku których konserwatyści utrzymali władzę, ale utracili większość. Korespondent „Financial Times” podkreśla, że wcześniej premier Theresa May mogła wykorzystać dyscyplinę partyjną do przeprowadzenia większościowego głosowania, jednak po wyborach z 2017 roku już nie mogła postąpić w ten sposób.

 Autor uważa, że na początku wydawało się, że premier May pojedzie negocjować umowę wyjścia do Brukseli, wróci i przedstawi parlamentowi gotową umowę na zasadzie „przyjmujecie albo nie”. Rzeczywistość jednak zaskoczyła, gdyż posłowie zablokowali porozumienie May. Nie należy jednak zapominać, że ministrowie zostali zmuszeni do uczestniczenia w debatach i komisjach. Z artykułu jednoznacznie wynika, że pomimo próby reformowania parlamentu, jedynie 6% respondentów uważa, że parlament wychodzi z Brexitu w dobrym świetle.

Henry Mance konkluduje: w obliczu kryzysu, z jakim boryka się Wielka Brytania, tym, czego potrzebuje obecnie, nie jest silniejszy parlament.

25.03.2019

Źródło: https://www.ft.com/content/6a34f38e-4590-11e9-b168-96a37d002cd3