Przedłużenie negocjacji? Nie, dziękujemy (16 IV 2020)

W związku z trwającą pandemią koronawirusa, i związaną z nią koniecznością tymczasowego zawieszenia dalszych negocjacji między Wielką Brytanią a Unią Europejską, zaczęły pojawiać się spekulacje dotyczące przedłużenia okresu przejściowego brexitu. Zgodnie z obecnymi ustaleniami 31 grudnia 2020 r. ustaną wszelkie dotychczasowe stosunki i zobowiązania między Zjednoczonym Królestwem a Unią Europejską.

Na wyższych szczeblach rządowych panowała powszechna akceptacja wobec tezy, że przedłużenie brexitu może być nieuniknione, biorąc pod uwagę, że tylko jedna runda rozmów odbyła się przed zdiagnozowaniem u Michela Barniera, głównego negocjatora UE, koronawirusa, którego objawy również wykazywał brytyjski negocjator David Frost. Jednakże, w czwartek 16 kwietnia rząd brytyjski kategorycznie stwierdził, że pomimo pandemii koronawirusa, Wielka Brytania nie wniesie o przedłużenie okresu przejściowego i odrzuci każdą ofertę Unii Europejskiej dotyczącą możliwości przedłużenia negocjacji. Jak twierdzi biuro 10 Downing Street, przedłużenie okresu przejściowego w naturalny sposób przedłuży negocjacje, a co za tym idzie, przedłuży niepewność brytyjskiego biznesu i opóźni moment przywrócenia pełnej kontroli brytyjskich granic.

 

Tak stanowcza postawa brytyjskiego rządu, nawet wobec potencjalnych propozycji przedłużenia negocjacji ze strony UE, odbierana jest jako kontynuacja twardej polityki torysów wobec brukselskich biurokratów, powziętej w czasie jesiennej kampanii wyborczej przed grudniowymi wyborami parlamentarnymi, które miażdżącą przewagą wygrali Konserwatyści niosący na sztandarach hasło „Get brexit done”.

 

David Frost, główny negocjator po stronie Wielkiej Brytanii, napisał na Twitterze, że „przedłużenie po prostu wydłuży negocjacje, spowoduje jeszcze większą niepewność, sprawi, że będziemy musieli płacić więcej UE w przyszłości i utrzyma nas związanych ewoluującym prawem unijnym w czasie, kiedy powinniśmy kontrolować nasze własne sprawy. Krótko mówiąc, przedłużenie nie leży w interesie Wielkiej Brytanii”.

 

Stanowisko Wielkiej Brytanii nie wywołało żadnej oficjalnej reakcji ze strony Brukseli, jednak z uwagi na to, że termin składania wniosków o przedłużenie negocjacji mija w lipcu, unijni dyplomaci są gotowi na ewentualną zmianę zdania przez Rząd Jej Królewskiej Mości. Ten jednak przekonany jest, że przedłużenie formalnego związku z Unią Europejską nie pomoże, a wręcz ograniczy zdolność Wielkiej Brytanii do reagowania na kryzysy gospodarcze i polityczne wywołane przez koronawirusa.

 

Twarda deklaracja w sprawie nieprzedłużania negocjacji jest wiązana z powrotem do pracy Dominica Cummingsa, głównego doradcy premiera Borisa Johnsona, który zakończył okres samoizolacji z powodu objawów koronawirusa. Zarówno Boris Johnson, jak i Dominic Raab, minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii, który obecnie zastępuje premiera wracającego do zdrowia po hospitalizacji z powodu zakażenia koronawirusem, stoją na stanowisku przeciwnym wobec przedłużania procesu negocjacyjnego.

 

Przywołując ubiegłoroczne deklaracje premiera Borisa Johnsona, który zapewniał, że Wielka Brytania opuści Unię Europejską 31 października 2019, w innym wypadku on sam „umrze w rowie” (eng. Die in a ditch), Sebastian Payne i Jim Brunsden na łamach Financial Times przekonują, że nie powinniśmy się zbytnio przywiązywać do obecnej deklaracji Torysów. Brexitowi negocjatorzy Frost i Barnier uzgodnili w połowie kwietnia nowy harmonogram negocjacji brexitowych za pośrednictwem wideokonferencji. Dopiero poczynione postępy w negocjacjach pozwolą rzeczywiście oszacować, czy najgłośniejszy rozwód naszych czasów zakończy się jeszcze w tym roku, i czy wszyscy wyjdą z niego zdrowi.

 

Źródło: https://www.ft.com/content/3c006614-767f-4447-8136-97987045517f