Starcie mocarstw w świetle koronawirusa (18 IV 2020)

Wybuch pandemii zastał nas w momencie, kiedy Zimna Wojna 2, czyli rywalizacja między Stanami Zjednoczonymi a Chińską Republiką Ludową – supermocarstwami naszych czasów – zaczynała nabierać tempa. Koronawirus zadziałał niczym oliwa dolana do ognia. Nowa plaga zintensyfikowała starcia na linii Pekin i Waszyngton. Po raz pierwszy chińska kampania dezinformacyjna prowadzona jest na poziomie rosyjskim, a antyamerykańskie teorie spiskowe są rozpowszechniane przez wyższych urzędników chińskiego MSZ. Po początkowo katastrofalnej sekwencji wydarzeń podobnych do historii Czarnobyla, rząd chiński był w stanie opanować zarazę z niezwykłą szybkością – i teraz stara się nagiąć medialną narrację, by z rozsiewcy wirusa stać się w oczach świata wybawcą od wirusa.

Do tego chińskiego wizerunku nie jest przekonany Niall Ferguson, który na łamach „The Spectator” udowadnia, że w przeciwieństwie do swojego radzieckiego odpowiednika w 1986 r. chińska partia komunistyczna ma zdolność przetrwania burzy i ponownego uruchomienia przemysłowego rdzenia swojej gospodarki. Jednak nie ma wiarygodnego sposobu, aby Xi mógł w tym roku osiągnąć swój cel podwojenia chińskiej gospodarki w stosunku do roku 2010.

Nie oznacza to jednak, że USA wyjdą z tej pandemicznej paniki z nienaruszonym globalnym prymatem. Przywódca najpotężniejszego kraju na świecie wraz ze swoim sztabem doradców stracili szansę na szybką i skuteczną odpowiedź na kryzys dekady.

Ferguson porównuje Departament Zdrowia i Opieki Społecznej Stanów Zjednoczonych do rezydencji złożonej z wielu domostw, takich jak Centra Kontroli i Zapobiegania Chorobom czy Publiczna Służba Zdrowia, które zawiodły w przygotowaniach na wypadek globalnej pandemii. I to nie ze względu na brak rozwiązań prawnych, gdyż na papierze USA były najbardziej przygotowanym na pandemię krajem na świecie. W 2006 r. Kongres uchwalił ustawę o gotowości na wypadek pandemii i wszystkich innych zagrożeń, w 2013 r. akt re-autoryzujący tę ustawę, a w czerwcu ubiegłego roku – ustawę o gotowości na wypadek pandemii i wszelkich innych zagrożeń oraz zaawansowanych innowacji.

Nieważne zatem jak wielkim jest się mocarstwem i jak bardzo jest się formalnie przygotowanym do szybkiego reagowania na tragiczne wydarzenia, kiedy rzeczywiście pojawia się omawiany w nieskończoność kryzys – najpierw następuje paraliż, a następnie panika. W oczach Fergusona w walce ze skutkami pandemii USA opiera się na starym XX-wiecznym podręczniku pluralizmu pandemicznego, ale łącząc go z podręcznikiem zarządzania kryzysem finansowym z lat 2009-2010, tworząc z tego ekstremalne połączenie. Duża część gospodarki została zamknięta przez rząd; tymczasem dług publiczny eksploduje wraz z bilansem Rezerwy Federalnej USA.

Według Fergusona jednym z powodów niepowodzenia wszystkich prób zjednoczenia Europy – od czasów Karola Wielkiego po Napoleona – było to, że powtarzające się pandemie zachęcały do utrzymywania samodzielności. Ponieważ żadne europejskie imperium nie było w stanie pokonać reszty – tyfus zwykle kończył główne kampanie wojskowe, zanim osiągnięto decydujący wynik – Europejczykom łatwiej było podbić inne narody poza brzegiem Eurazji. Powody sprawiające niegdyś, że społeczeństwa zachodnie stały się tak dominujące, dziś jednak osłabły. Nasze instytucje publiczne rozpadły się tak, że nie są w stanie poradzić sobie z nowym koronawirusem, który jest zarówno bardziej zaraźliwy, jak i bardziej śmiertelny niż grypa.

Sukces odnoszą mniejsze państwa takie jak Izrael, Singapur, Nowa Zelandia, Hongkong i Tajwan, które wyciągnęły lekcje z epidemii Sarsa i Mersa (również spowodowanych przez koronawirusy).

Jaki wpływ będzie miała więc pandemia na nasze globalne mocarstwa? Ferguson przewiduje, że jest bardziej prawdopodobne, że Trump przegra wybory w listopadzie, niż Xi zostanie obalony przez swoich rywali. Joe Biden będzie się bowiem ludziom kojarzył z powrotem do stanu normalności. Dla Pekinu oczywiście prezydent Biden byłby spełnieniem marzeń, ponieważ był on jedynym prochińskim kandydatem, oprócz Mike’a Bloomberga.

Jakkolwiek Trump i Xi nie ścieraliby się teraz o Covid-19, zwycięzcami tej korona-wojny nie będzie żadne z imperiów. Zwycięzcami są miasta-państwa takie właśnie jak Izrael, Singapur i Tajwan. Natomiast USA po swej klęsce będą miały szansę poważnie zająć się dwoma największymi wadami swojego systemu: pomieszaniem polityki z showbiznesem i chroniczną sklerozą pogrążonego państwa.

Na koniec Ferguson obnaża paskudną prawdę – w rezultacie pandemii problem starzejących się społeczeństw zostanie rozwiązany, a przywództwo przejmą młodzi – i stawia pytanie: gdzie w tym nowym świecie po epidemii będą najlepsze możliwości dla ambitnych młodych ludzi? W Chinach, w Europie czy Ameryce? I wobec którego z tych trzech imperiów odnoszące sukcesy miasta-państwa – nawet teraz – są najbardziej lojalne? Odpowiedź wydaje się retoryczna.

 

Źrodło: https://www.spectator.co.uk/article/corona-wars