Czeska i polska opozycja. Ze szczególnym uwzględnieniem myśli politycznej Václava Bendy

Roman Joch

Roman Joch

Czeski konserwatywny polityk, komentator polityczny, publicysta, wykładowca akademicki, dyrektor czołowego czeskiego think-tanku Občanský institut (Instytut Obywatelski), od 2020 r. dyrektor Instytutu Badań nad Pracą i Rodziną Republiki Słowackiej, autor m.in. książek: Americká zahraniční politika a role USA ve světě (2000), Američtí státníci dvacátého století (2001) i Proč právě Irák? Příčiny a důsledky konfliktu (2003).

Podobieństwa i różnice

Jakie rysy wspólne miały opozycje antykomunistyczne w Czechach i w Polsce i co je różniło?

Cechę wspólną stanowiło to, że tworzyły szerokie koalicje ludzi o bardzo odmiennych poglądach i politycznych przekonaniach, od byłych komunistów i komunistów reformatorów, poprzez socjalistów i socjaldemokratów, liberałów i chadeków, po konserwatystów, a nawet garstkę romantycznych monarchistów. Tych ludzi o różnorakich poglądach łączyło tylko jedno: opór wobec totalitarnego reżimu komunistycznego lat 70. i 80. XX wieku.

Często też zdarzało się, że polscy i czescy dysydenci spotykali na czesko-polskiej granicy, znaczna ich grupa znała się osobiście. I wreszcie, panowało wśród nich przekonanie, że po powrocie wolności do naszych krajów nie można powtórzyć błędów z okresu międzywojennego, kiedy stosunki czechosłowacko-polskie nie układały się tak, jak powinny; w niektórych okresach były one nawet bardzo złe, za co pod koniec lat trzydziestych oba kraje zapłaciły wysoką cenę.

Roman Joch

Czeski konserwatywny polityk, komentator polityczny, publicysta, wykładowca akademicki, dyrektor czołowego czeskiego think-tanku Občanský institut (Instytut Obywatelski), od 2020 r. dyrektor Instytutu Badań nad Pracą i Rodziną Republiki Słowackiej, autor m.in. książek: Americká zahraniční politika a role USA ve světě (2000), Američtí státníci dvacátého století (2001) i Proč právě Irák? Příčiny a důsledky konfliktu (2003).

Uznano, że po powrocie wolności Czecho-Słowacja i Polska muszą mieć dobre, przyjacielskie stosunki. Niektórzy w 1990 roku wprowadzili (raczej akademicko) ideę konfederacji polsko-czesko-słowackiej.

Czym różniły się te dwie opozycje? W szczególności ruch antykomunistyczny w Polsce był znacznie silniejszy, zdecydowanie bardziej masowy i popularniejszy niż w Czechach. Opozycja antykomunistyczna w Czechach ograniczała się przede wszystkim do intelektualistów związanych z Kartą 77, a częściowo do kręgów chrześcijańskiego oporu w bardziej religijnym rejonie Moraw (i Słowacji). Była więc bardziej elitarna i mniej liczna niż w Polsce.

Z kolei opór antykomunistyczny w Polsce był nie tylko bardziej masowy, liczniejszy niż w Czechach, ale obejmował także wszystkie elementy i warstwy społeczne: robotników i intelektualistów, miasta i wsie. Najsilniejszym, bo najliczniejszym elementem składowym był ruch związkowy z Solidarnością na czele – to zaś było szczególnie skuteczne w kontekście oporu antykomunistycznego: reżim, który chwalił się, że działa w interesie „robotników, chłopów i inteligencji pracującej”, był wymierzony w robotników właśnie, a zatem ci stanęli przeciwko niemu. Do tego w Polsce o wiele skuteczniej dało się połączyć intelektualistów (np. z kręgów katolickich) z robotnikami z Solidarności.

To prowadzi nas do kolejnego polskiego wyróżnika w zestawieniu z Czechami: roli Kościoła. Kościół katolicki w Polsce był nie tylko instytucją religijną i duchową, ale także instytucją społeczną, symbolem i reprezentantem walki narodu polskiego o wolność i niezależność od obcych okupantów w przeszłości (luterańskich Prus i prawosławnej Rosji), a tym samym współtworzył polską tożsamość narodową. W Czechach jeden konkretny kościół nigdy nie odgrywał takiej roli, ponieważ społeczeństwo czeskie zawsze było podzielone na część katolicką i protestancką (husycką, utrakwistowską, Kościół Jedności Braci). Ponadto Czechy (w przeciwieństwie do Moraw) były i są znacznie bardziej zsekularyzowane niż Polska.

Mówiąc o Kościele w Polsce jako antykomunistycznym społecznym autorytecie i sile, nie sposób nie wspomnieć papieża św. Jana Pawła II. Jego kluczowa rola u schyłku reżimu komunistycznego, bardzo dobrze znana w Polsce, jest znacznie mniej doceniana przez czeskie społeczeństwo. Podczas swojej pierwszej papieskiej wizyty w ojczyźnie w 1979 roku, gdy powtarzał fragmenty Ewangelii tydzień po Wielkanocy, o tym jak uczniowie udali się do Emaus i spotkali zmartwychwstałego Chrystusa (którego nie poznali od razu) i usłyszeli „Nie lękajcie się”, zostało to przez Polaków bardzo dobrze zrozumiane: nie tylko „nie lękajcie się” w sensie religijnym, ale także politycznym; nie tylko w sensie politycznym, ale także egzystencjalnym: „Nie lękajcie się” – tak jak Chrystus został zabity i zmartwychwstał, tak Polska została zabita przez nazistów i komunistów, ale wkrótce, już wnet zmartwychwstanie, wstanie z martwych, jak z martwych powstał sam Jezus. Innymi słowy, dni komunistycznej tyranii są policzone, pisane są jej ostatnie słowa, Polska znów stanie się niepodległa i wolna.

W Czechach najbliższym duchowym fenomenem, który mógłby być analogią do tego polskiego, była kanonizacja św. Agnieszki Czeskiej (Przemyślidki), księżniczki i zakonnicy, córki króla i siostry króla, którą kanonizował św. Jan Paweł II 12 listopada 1989 roku. Pięć dni później wybuchła aksamitna rewolucja. Stąd niektórzy czescy katolicy nazywają ją czasami rewolucją św. Agnieszki Czeskiej.

Ostatnią znaczącą różnicą, jaką widzę między czeską i polską opozycją antykomunistyczną, jest to, że ta pierwsza postrzega 17 listopada 1989 roku i wydarzenia późniejsze jako jednoznaczny sukces. Właściwie ostatnie trzydzieści lat postrzega jako jeden z najszczęśliwszych okresów w historii Czech, w którym otrzymaliśmy jednocześnie bezprecedensowe racje wolności, bezpieczeństwa i dobrobytu. To jest ważne; były czasy i wolności, i bezpieczeństwa, i dobrobytu, ale ich połączenie w tym samym okresie należało do rzadkości; ostatni raz być może za czasów cesarza i króla Karola IV w XIV wieku. Ponadto przez ostatnie trzydzieści lat utrzymywaliśmy przyjazne stosunki ze wszystkimi sąsiednimi krajami, co również jest historycznie wyjątkowe.

W Polsce przeciwnie, opozycja antykomunistyczna rozdzieliła się w 1989 roku: jedni zawarli przy okrągłym stole porozumienia i kompromisy z komunistami, inni postrzegali to i postrzegają nadal jako zdradę. Tak więc polskie społeczeństwo demokratyczne, które wyrosło z ruchu antykomunistycznego lat 80., jest nadal znacznie bardziej podzielone wewnętrznie niż czeskie; i ten podział na dwa obozy trwa do dziś. Pod tym względem polskie społeczeństwo bardziej przypomina społeczeństwo amerykańskie niż czeskie.

 

Lekcje z przeszłości na przyszłość

 

Jedno z postanowień czeskich i polskich dysydentów z lat 80. udało się wprowadzić i utrzymać: stosunki polsko-czeskie po odzyskaniu wolności i niepodległości nie mogą już nigdy być wrogie, muszą być przyjazne i sojusznicze. Tak jest od ponad trzydziestu lat: jesteśmy sojusznikami i przyjaciółmi; w NATO, w UE oraz w Grupie Wyszehradzkiej. I na szczęście nie istnieje nic, co mogłoby to zmienić.

Jednak doświadczenie czeskiego i polskiego antykomunistycznego oporu mogłoby i powinno dać jeszcze jedną lekcję na przyszłość; a to jest sprzeciw wobec ideologii, ideologicznego myślenia, utopizmu i totalitarnego kłamstwa.

Ostatni raz nasi przyjaciele z Europy Zachodniej doświadczyli totalitaryzmu w 1945 roku, siedemdziesiąt pięć lat temu, trzy ćwierci wieku temu. My w Europie Środkowo-Wschodniej doświadczyliśmy tego trzydzieści lat temu i wielu z nas pamięta, jak to funkcjonowało.

Dlatego powinniśmy być bardziej odporni czy niewrażliwi na pokusy utopizmu i ideologii, które często niosą ze sobą totalitarne roszczenia i programy. Powinniśmy być bardziej realistyczni politycznie niż mieszkańcy Europy Zachodniej. I pod wieloma względami jesteśmy. Tym naszym doświadczeniem, tym naszym przymiotem, moglibyśmy i powinniśmy wzbogacić Europę, a przede wszystkim naszych współobywateli z Europy Zachodniej – gdyby na to pozwolili, gdyby nas słuchali, czego (z nielicznymi wyjątkami) nie czynią.

Powinniśmy być, i w większości jesteśmy, realistami, jeśli chodzi o trzy zagrożenia, które nadciągają z trzech stron świata: z Zachodu to ideologia progresywizmu i politycznej poprawności, która próbuje ograniczać wolność słowa, myśli i światopoglądową odmienność. Ze Wschodu to odrodzenie neoimperialistycznej, rewizjonistycznej Rosji, która nie respektuje wartości indywidualnego życia ludzkiego, a kieruje się jedynie brutalną siłą, władzą. Z Południa z kolei mamy presję, zwłaszcza migracyjną, historycznie obcą naszej cywilizacji, której jedno skrzydło śmiertelnie nas nienawidzi i najchętniej wszystkich nas widziałoby martwych.

Nasi przyjaciele z Europy Zachodniej są często naiwni, a nawet ślepi na te trzy zagrożenia. Sami mają tendencję poddawania się pierwszemu z niebezpieczeństw, już nawet nie postrzegają go jako zagrożenie, ale jako postęp i sposób na uwolnienie ludzkości od „ciemnoty”. Dysydenci, którzy sprzeciwili się twardemu totalitaryzmowi pod postacią komunizmu, powinni być obecnie pierwszymi, którzy ostrzegają przed ideologią progresywizmu. Ta ze swoją polityczną poprawnością i naciskiem na konformizm myślenia owocuje miękkim proto-totalitaryzmem.

Byłoby groteskowe, paradoksalne i haniebne, gdyby ludzie i narody, które sprzeciwiały się potężnym, potwornym, uzbrojonym totalitarnym ideologiom nazizmu i komunizmu, skapitulowały przed śmieszną, dziecinną i karłowatą ideologią progresywizmu i politycznej poprawności. Co tak naprawdę myślą postępowcy o nas jako ludziach? W tym kontekście nie będzie źle przypomnieć sobie polityczną myśl czeskiego chrześcijańsko-konserwatywnego dysydenta i polityka Václava Bendy.

 

Pragnienie sprawiedliwości: myśl polityczna Václava Bendy

 

Istnieją trzy możliwe warianty politycznego spojrzenia na społeczeństwo ludzkie. Pierwszy jest utopijny i idealistyczny zarazem. Wyraża wiarę, że pod względem politycznym człowiek i społeczeństwo mogą ulec zasadniczej poprawie, udoskonaleniu, że można stworzyć raj na ziemi, utopię; więc oczywiście ten wariant jest idealistyczny, pełen ideałów. Drugi wariant, alternatywny dla poprzedniego, jest jego przeciwieństwem. Nie jest utopijny, ale realistyczny. Zakłada że raj na ziemi nie jest możliwy – ponieważ sami ludzie są niedoskonali. Jednocześnie nie jest idealistyczny, a wprost cyniczny: ludzie są bezmyślnym stadem, zasługującym tylko na rządy twardej ręki.

Trzeci wariant również odrzuca utopizm, wyobrażenia o możliwości stworzenia raju na ziemi środkami politycznymi – jest więc również realistyczny. Zarazem jednak – dla niektórych może paradoksalnie – odrzuca także cynizm z drugiego wariantu, a wręcz przeciwnie, jest idealistyczny, ponieważ postrzega człowieka nie jako tłuszczę, ale jako istotę o wartości wewnętrznej. Zakłada, że nawet niedoskonały człowiek jest w stanie zrozumieć obiektywne normy dobra i zła, prawdy i błędu, szlachetności i hańby, sprawiedliwości i niesprawiedliwości, a w swoim życiu – osobistym lub politycznym – starać się je urzeczywistniać, choćby niedoskonale. Jeśli jednak jest skłonny w zgodzie z nimi postępować, to automatycznie przekłada to na moralny obowiązek. Chociaż, powtarzam, efekt – ze względu na swoją niedoskonałą naturę – doskonały nie będzie. Trzeci wariant to stanowisko chrześcijańsko-konserwatywne.

Chrześcijańsko-konserwatywne podejście polityczne do społeczeństwa opiera się zatem na unikaniu utopizmu Scylli i cynizmu Charybdy. Jest konserwatywne, więc nie jest lewicowe, a zatem nie jest utopijne. Wie, że Królestwo Boże nie jest z tego świata, że ​​raju na ziemi nie da się stworzyć i dlatego zrywa z tymi lewicowymi chrześcijanami, którzy dzięki wierze powinni mieć więcej rozsądku, ale nadal niemądrze wierzą, że Królestwo Boże można zrealizować na ziemi politycznie, co jest oczywiście niewykonalne.

Polityka chrześcijańsko-konserwatywna jest zatem realistyczna. Nigdy nie będzie doskonałego społeczeństwa na ziemi, społeczeństwa, które nie doświadcza bólu, trudności, łez i cierpienia. Nie zgadza się jednak z tymi realistycznymi, ale cynicznymi konserwatystami, którzy na sposób ograniczony i niepotrzebnie wywodzą z tego faktu, że nie ma sprawiedliwości, że nie ma potrzeby dążyć do sprawiedliwości, a pragnienie jej jest niemądre. Wręcz przeciwnie, konserwatyzm chrześcijański jest po prostu chrześcijański, tzn. wierzy, że i najprostszy człowiek jest stworzony na obraz Boga i Bóg się o niego troszczy. Człowiek jest stworzeniem, które słusznie pragnie sprawiedliwości i pragnąć jej musi.

Czeski dysydent i polityk Václav Benda (1946-1999) był chrześcijańskim konserwatystą. Rzadko gdzie można znaleźć lepszy wyraz chrześcijańsko-konserwatywnych zasad w ich krystalicznej formie niż właśnie w myśli Václava Bendy. Spróbuję to zilustrować na przykładzie cytatów z tekstów Václava Bendy, które dają wyraz jego chrześcijańskiemu konserwatyzmowi. Cytaty podzielę na trzy grupy:

(A) Realizm jako przeciwieństwo utopizmu.

(B) Idealizm jako przeciwieństwo cynizmu.

(C) Realizm i idealizm w jednym, na przykładzie zimnej wojny, walki o wolność z komunistyczną tyranią.

 

(A) Realizm jako przeciwieństwo utopizmu

 

(a) Siła i jej konieczność:

„… myślę, że władzę należy sprawować, nawet jeśli w jej wykonywaniu niekoniecznie obowiązują normy etyki indywidualnej (jestem bardziej zwolennikiem niż przeciwnikiem kary śmierci); w bezgranicznym i formalnie zabsolutyzowanym liberalizmie widzę śmiertelne niebezpieczeństwo dla wolności zarówno w sensie zagrożenia jej tendencjami niszczycielskimi, jak i w sensie niemożności rzeczywistego działania wolności bez istnienia zaplecza wyznaczonego przez ustalony porządek; na pewno nie odrzucam a priori istnienia broni (w tym broni jądrowej) ani jej ewentualnego użycia (nie tylko w węższym sensie uzasadnionej samoobrony, ale także jako czynnika, który w pewnych okolicznościach potwierdza i gwarantuje ludzką godność, zdolność do jej skutecznej obrony, przeciwstawiania się złu przemocą)”.

List do Rogera Scrutona, 1985

 

(b) Wolność jako odpowiedzialność:

„Wolność jest jednak nierozerwalnie związana z odpowiedzialnością: nie istnieje wolność absolutna i całkowicie nieodpowiedzialna, ponieważ każda taka wolność bardzo szybko zamienia się w niewolę. Co więcej, jest to niewolnictwo od samego początku, ponieważ tylko niewolnik może pojąć zamiar całkowitego zniszczenia kształtu swojego więzienia; wolny człowiek ceni podział domu, w którym swobodnie się porusza i w którym odpowiedzialnie realizuje swoje decyzje. Do ocalenia wolności nie wystarczy wytrwała, ale tylko abstrakcyjna obrona. Aby taka obrona się powiodła, dla rzeczywistego powiązania wolności z odpowiedzialnością, trzeba mieć coś w rodzaju porządku wartości i ich skali, coś w rodzaju hierarchii ludzkich wolności, umiejętności rozróżnienia podstawowej i niezbywalnej ludzkiej wolności od wolności pochodnych, drugorzędnych, niekoniecznych”.

Pokorny powrót do demokracji parlamentarnej, 1990

 

(B) Idealizm jako przeciwieństwo cynizmu

 

(a) Pragnienie sprawiedliwości, jej niezbywalność:

„… błogosławieni, którzy pragną sprawiedliwości; fiat iustitia, pereat mundi; wina i kara (lub przebaczenie!), zasługa i nagroda, możliwość odróżnienia dobra od zła, to ewidentnie najbardziej podstawowe filary wszystkich kultur ludzkich, systemów religijnych i filozoficznych. Sprawiedliwość jest absolutnie niezbywalna: chociaż może zostać naruszona w wyjątkowych okolicznościach, nigdy nie powinno się tak dziać w jej imieniu, ale wyłącznie na konto osobistej winy i odpowiedzialności tych, którzy zostali powołani do wybierania między mniejszym a większym złem w danym czasie. Z pewnością istnieją sytuacje, w których cel uświęca środki (lub przynajmniej usprawiedliwia), ale przez podniesienie tego zdania do zasady moralnej lub prawnej jakikolwiek cel zostaje ostatecznie udaremniony (jest to zresztą jeden z wielu powodów dyskredytujących współczesny socjalizm w większości jego form). Sprawiedliwość może przybierać niezliczone i często niekompatybilne formy, ale każda próba jej zaprzeczenia, pogwałcenia lub ograniczenia jest atakiem na społeczeństwo jako całość…”.

List do Rogera Scrutona, 1985

 

(b) Aborcja:

„To paradoks, że współczesność przywiązująca wielką wagę do psychiki natalnej i prenatalnej, i nie do końca bezskutecznie próbując zgłębić jej tajemnice, ochoczo staje się tym samym współuczestnikiem wszystkich tych okrucieństw. Ta sama nauka umożliwiła nam nakręcenie filmu o przebiegu aborcji. Embrion na nim wygląda bardzo ludzko i po ludzku się zachowuje: ssie kciuk. Technicznie dokonanie morderstwa jest tak doskonałe, że dziecko nie jest w stanie wykazać się jakąkolwiek reakcją. Ostatecznie nie jest to w epoce nuklearnej nic nadzwyczajnego, ani nawet odmiennego, cienie tych dorosłych, których ciała wyparowały w Hiroszimie, również nie wskazują żadnej zewnętrznej oznaki, że rozumieją swój los”.

O problemach nie tylko moralnych, 1985

 

(C) Realizm i idealizm na przykładzie zimnej wojny, walki o wolność z komunistyczną tyranią

 

(a) Opór przeciwko władzy totalitarnej jest obowiązkiem:

„Władza totalitarna rozszerzyła sferę polityki na wszystko, w tym na wiarę, sposób myślenia i sumienie jednostki: pierwszym obowiązkiem chrześcijanina i człowieka jest zatem przeciwstawienie się tak niestosownemu roszczeniu sfery politycznej, ergo oparcie się władzy totalitarnej”.

O sytuacji, perspektywach i znaczeniu równoległej polis, 1987

 

(b) Odrzucenie równoważności moralnej Stanów Zjednoczonych i ZSRR:

„Chciałbym zaznaczyć, że wyjątkowo odpychająco działają na mnie wszelkie próby (im bardziej wyrafinowane i rzekomo sprawiedliwsze, tym większa ilość kłamstw i niebezpieczeństw, jakie ukrywają) umieszczenia Amerykanów i Rosjan lub ich wojskowej obecności w którymkolwiek miejscu na tym samym poziomie, spoglądania na politykę bloków jako źródła światowego zła i przyporządkowywania odpowiedzialności za nie obydwu stronom, twierdzenia, że Wschód i Zachód w rzeczywistości mają te same problemy, że tu i tam życie jest trudne i upokarza człowieka, że tu i tam wolności są ograniczane, a prawa naruszane, że tu i tam więzi się za wyrażanie przekonań (byłoby dobrze, gdyby kilka brytyjskich działaczek na rzecz pokoju, najlepiej po wcześniejszym uzyskaniu obywatelstwa czechosłowackiego, spróbowało rozbić obóz przed sowiecką bazą rakietową na naszym terytorium: jest zasadnicza różnica między 14 dniami a 14 latami więzienia, może przynajmniej przez ten czas zrozumiałyby, że rozbrojenie Zachodu i poleganie na dobrej woli Wschodu nie jest najlepszym wyjściem; musiałyby też mieć nieprawdopodobne szczęście, żeby im ktoś ujawnił lokalizację bazy i żeby ich humanitarne przekonania spowodowały li tylko ograniczenie wolności na czas określony, a nie zniknięcie w niewyjaśnionych okolicznościach)”.

List do Rogera Scrutona, 1985

 

(c) Krytyka ruchu pokojowego na Zachodzie:

„Bardzo ważnym motywem tych ruchów jest całkowita niechęć do oporu i wysoce wyrafinowany strach: szczególnie niezrozumiały u tych, którzy nazywają siebie chrześcijanami i skądinąd uporczywie głoszą, że próba ratowania swojego życia oznacza jego utratę, że wszelkie ludzkie nadzieje powinny być zakorzenione w oczekiwaniu na Jego przyjście i na koniec czasu. Cele większości ruchów pokojowych są zupełnie nierealne, są to puste lub wręcz niemoralne hasła, tak jak ich język, który przypomina język ideologów lub wariatów”.

List do Rogera Scrutona, 1985

 

(d) Upadek komunizmu – zasługa Reagana, nie Gorbaczowa:

„W wydarzeniach w środkowej i wschodniej Europie bije po oczach ich synchronizacja i analogia ich przebiegu – rodzi się pokusa, by opisywać je jako konsekwencję wydarzeń w jednym wspólnym ośrodku, a nawet jako przejaw woli tego wspólnego ośrodka. Jest to prawdą o tyle, że państwa i narody tego obszaru były ograniczone żelazną zewnętrzną obręczą i dopiero gdy ta obręcz pękła (lub przynajmniej się poluzowała), mogło w nich dojść do przywrócenia biegu historii we właściwym znaczeniu tego słowa. Jednak sam fakt usunięcia tej obręczy nie może być interpretowany jedynie jako przejaw dobrej woli Gorbaczowa i jego reformatorów lub jako nieunikniony upadek komunizmu hic et nunc. Zjawisko „Gorbaczowa” i zjawisko „klęski komunizmu” można uznać za konieczne sub speciae aeternitatis, ale w koleinach czasu chodzi raczej o zjawiska pochodne i wymuszone. Wymuszone bardziej męską i dalekowzroczną postawą Zachodu, który ostatecznie „uzbroił” imperium zła, jak i rosnącą niezdolnością totalitaryzmu do poradzenia sobie z coraz bardziej pewnym siebie oporem wewnętrznym, od afgańskich mudżahedinów po polską Solidarność. W chwili, gdy co bardziej rozsądni politycy Zachodu zdali sobie sprawę, że nie wymaga się od nich niepopularnych ofiar z ludzi, a jedynie materialnego wsparcia milionów mężczyzn i kobiet toczących desperacką walkę z totalitaryzmem, walka przestała być desperacka, a los totalitaryzmu został definitywnie przesądzony”.

Pokorny powrót do demokracji parlamentarnej, 1990

 

(e) Causa Pinochet – czyli moralny obowiązek puczu wojskowego, jeśli chodzi o wolność, jeśli chodzi o wszystko:

„Wezwanie »Dawać broń, mamy do niej prawo!« z 1938 roku jest zwykłą propagandą, jeśli nie idzie za tym konkretna instrukcja, gdzie tę broń otrzymać i pod czyim dowództwem jej użyć. A jeśli jest jakieś uzasadnienie dla istnienia armii, to nie uciekanie się jej dowódców w czasach zdrady polityków cywilnych i śmiertelnego zagrożenia dla państwa do teatralnych samobójstw, ale dokonanie wojskowego zamachu stanu – będące równocześnie odpowiedzią na pytanie, jaką bronią i pod czyim dowództwem”.

O sytuacji, perspektywach i znaczeniu równoległej polis, 1987

 

Zakończenie

 

Václav Benda reprezentował chrześcijańsko-konserwatywny biegun czeskiej antykomunistycznej opozycji, czyli bardzo ograniczoną pod względem liczebności orientację i postawę polityczną w Czechach. Co więcej, jego stanowisko z tych samych powodów mogłoby być dużo lepiej zrozumiałe w Polsce, a zatem nie zaszkodziłoby, gdyby czeski chrześcijańsko-konserwatywny ruch – myśl polityczna takich ludzi, jak Václav Benda, Pavel Bratinka, Daniel Kroupa i in. – był lepiej znany w Polsce.

Stwierdziłem, że dysydenci, którzy sprzeciwili się komunistycznej totalitarnej i utopijnej ideologii, powinni stanąć na czele ruchu przeciwdziałającego równie utopijnej i proto-totalitarnej ideologii progresywizmu i politycznej poprawności. Niektórzy tak robią, inni nie. Być może niektórzy z nich nie mają już na to siły i byłoby niewdzięcznym i niewłaściwym żądanie, aby ci ludzie, którzy wykazali się osobistą odwagą w oporze przeciwko totalitarnemu reżimowi, ponownie stanęli w opozycji do kolejnej ideologii. Zrobili już swoje, stoczyli dobry bój i zachowali wiarę w wolność.

Jest to raczej zadanie dla przyszłych pokoleń; każda poczwarna ideologia potrzebuje i powołuje do życia swoich opozycjonistów. Ale historia czeskich i polskich antykomunistycznych dysydentów z lat 70. i 80. XX wieku – a także dysydentów w innych krajach: Andrieja Sacharowa, Władimira Bukowskiego czy Natana Szaranskiego – zawsze będzie inspiracją dla nowych nonkonformistów, którzy w imię wolności będą się opierać nowym niedającym się zaakceptować ideologiom.

 

Przekład Jakub Pacześniak

 

Tekst powstał jako część projektu Dziedzictwo myśli politycznej czeskiej i polskiej opozycji z perspektywy współczesnych kryzysów – zadania publicznego współfinansowanego przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w konkursie Forum Polsko-Czeskie 2020. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiona z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.