O znaczeniu Grupy Wyszehradzkiej. Rozmowa z dr. Adamem Burakowskim (11.10.2011)

Wojciech Jakóbik: Część ekspertów jest przekonana, że w obliczu kryzysu społecznego i ekonomicznego w Unii Europejskiej tę organizację czeka nieuchronna regionalizacja i wykształcenie się grup państw zjednoczonych wokół swych partykularnych interesów. Jakie miejsce w takiej Europie mogłaby dla siebie znaleźć grupa V4?

 

Adam Burakowski: Przede wszystkim należy zadać pytanie, czy państwa Grupy Wyszehradzkiej coś obecnie łączy. Z pewnością znalazłoby się kilka spraw, w których mogłaby istnieć współpraca, chociażby bezpieczeństwo energetyczne, polityka wschodnia UE, stosunki z obszarem postsowieckim czy wreszcie kwestia wspólnej waluty – Słowacja mogłaby służyć tu jako przykład, pozytywny lub negatywny, dla pozostałych trzech krajów. Podjęcie ściślejszej współpracy, niewątpliwie korzystnej dla społeczeństw naszych państw, wymagałoby jednak zmiany mentalności przynajmniej części klasy politycznej w regionie.

Czy mierne sukcesy Partnerstwa Wschodniego mogą świadczyć o niezdolności Polski do wykreowania się na lidera V4 i szerzej – państw z pogranicza dawnej sowieckiej sfery wpływów?

 

Czym innym jest niezdolność, czym innym chęci lub raczej ich brak. Wydaje się, że Polska świadomie nie korzysta z możliwości, nawet ograniczonych, które mogłaby posiadać. To, co dzieje się obecnie, stanowi duży kontrast do poprzedniej dekady. Przykładowo zaangażowanie Polski w „pomarańczową rewolucję” na Ukrainie stanowiło duży potencjał, który, niestety, został częściowo zmarnowany. Dużo mówi się o kryzysie, o braku środków, o oszczędnościach, podczas gdy np. w Warszawie buduje się dwa duże stadiony stojące obok siebie. W Portugalii też zbudowano wiele stadionów, które obecnie niszczeją i stanowią jedynie obciążenie dla budżetu. Tak więc na stadiony są środki, a na prowadzenie bardziej aktywnej polityki wschodniej – nie ma. W tę lukę w naturalny sposób wchodzą inne państwa Unii Europejskiej.

 

Jakie wyzwania stoją przed nowym rządem RP w ramach V4? Co jest do zrobienia i jakie są główne przeszkody na drodze do dalszej integracji państw grupy?

 

Teoretycznie Polska mogłaby zająć się odtworzeniem dawnej współpracy w Grupie Wyszehradzkiej. Nadal łączy nas wiele wspólnych interesów, szczególnie w kontekście unijnym. Obecnie mamy nowe otwarcie w polskiej polityce. Platforma Obywatelska ma ugruntowaną pozycję i kolejne cztery lata rządów przed sobą. W wielu państwach w takich momentach otwierają się nowe perspektywy, powstają nowe projekty. Czy tak się stanie i u nas – zobaczymy. W każdym razie w pozostałych krajach V4 znaleźliby się partnerzy do ewentualnych rozmów w tej sprawie.

 

Czy państwa Grupy są w podobnie opłakanej sytuacji ekonomicznej, co kraje tzw. peryferiów czyli przede wszystkim pańśtwa z grupy PIGS? Czy Polska rzeczywiście przejdzie suchą nogą przez kryzys, a razem z nią kraje V4?

 

Wydaje się, że kryzys może być głębszy i bardziej długotrwały, niż wcześniej sądzono, szczególnie w peryferyjnych krajach strefy euro. Obecnie nie ma realnego pomysłu na wydobycie Grecji czy Portugalii z kłopotów. Pozostaje pytanie, na ile kryzys ten dotknie naszego największego sąsiada, czyli Niemcy. To będzie miało bezpośredni wpływ na sytuację w państwach Grupy Wyszehradzkiej, w tym w Polsce.

 

Co będzie największym atutem Grupy Wyszehradzkiej w nadchodzących latach?

 

Największym atutem tej grupy jest samo jej istnienie. Organizm ten funkcjonuje, z różną intensywnością, od samego początku transformacji ustrojowej i w kilku momentach zdawał egzamin. Przez większość czasu jego działalność ograniczała się do deklaracji i cyklicznych spotkań, z których niewiele wynikało, lecz sam fakt istnienia Grupy Wyszehradzkiej jest ważny. Zawsze może on zacząć funkcjonować bardziej aktywnie, w zależności od zaistniałej sytuacji. Polskę, Czechy, Słowację i Węgry łączy bowiem więcej, niż tylko bliskość geograficzna.