Partnerstwo Wschodnie – sukces czy porażka Unii Europejskiej. Rozmowa z dr. Piotrem Bajdą (03.12.2013)

Piotr Bajda

Piotr Bajda

Dr, wykładowca Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, autor wydanej przez OMP książki Małe państwo europejskie na arenie międzynarodowej. Polityka zagraniczna Republiki Słowackiej w latach 1993-2016.

Sebastian Górka: Jak należy oceniać przebieg Szczytu Partnerstwa Wschodniego?

 

Piotr Bajda: Tak naprawdę musimy to ocenić w kontekście tego, co się dzieje dziś na Ukrainie. Nie da się tych rzeczy porównać, ale mamy tutaj do czynienia z podobną historią jaka miała miejsce podczas szczytu NATO w Bukareszcie, kiedy Gruzja i Ukraina nie otrzymały obietnicy członkostwa. Oczywiście tutaj była to decyzja samej Ukrainy, żeby nie podpisywać umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Natomiast rodzi się pytanie, czy Unia wykorzystała wszystkie nadarzające się możliwości do tego, aby zmobilizować Ukrainę do podpisania tejże umowy stowarzyszeniowej? To co dzisiaj już wiemy, po tym jak obserwujemy sytuację na Ukrainie, to to, że tak naprawdę można przyjąć z dużym stopniem pewności, że prezydent Putin zastawił na prezydenta Janukowycza swego rodzaju pułapkę. Z jednej strony go przymuszał, czy straszył konsekwencjami podpisania umowy stowarzyszeniowej, z drugiej miał świadomość tego że społeczeństwo ukraińskie jest zupełnie inne od społeczeństwa rosyjskiego i odrzucenie tej umowy stowarzyszeniowej zostanie odebrane  sposób bardzo negatywny. Może tylko nie docenił skali protestów, które obserwujemy na ulicach Kijowa i innych miast ukraińskich. Miało to pokazać Janukowyczowi, że jedynie Putin jest gwarancją jego reelekcji w nadchodzących wyborach prezydenckich w 2015 roku.

Piotr Bajda

Piotr Bajda

Dr, wykładowca Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, autor wydanej przez OMP książki Małe państwo europejskie na arenie międzynarodowej. Polityka zagraniczna Republiki Słowackiej w latach 1993-2016.

Nie chciałbym się skoncentrować tylko na Rosji, bo jej stanowisko jest tutaj konsekwentne i klarowne przynajmniej od kilku ostatnich miesięcy. Pytanie natomiast dotyczy tego, co powinna zrobić Unia Europejska i jaka przyszłość czeka sam program Partnerstwa Wschodniego, dla którego pierwszorzędne znaczenia miała właśnie Ukraina?

 

Ukraina jest tutaj tak naprawdę kluczowym krajem w całym programie Partnerstwa Wschodniego. Można sobie co prawda wyobrazić program PW gdzie głównie będziemy się koncentrować na współpracy z Mołdawią i Gruzją, a Ukraina będzie w tym gronie krajem tzw. drugiej prędkości, ale tak naprawdę Ukraina jest tutaj kluczowym krajem dla całej Unii Europejskiej w europejskim programie sąsiedztwa na obszarze postsowieckim.

 

Tym bardziej wydaje się zasadne jak powinna zachować się Unia w obecnej sytuacji? Czy powinna dążyć do np. obalenia obecnego rządu i przyparcia prezydenta Janukowycza do muru, opowiadając się wyraźnie za opozycją, czy raczej powinna dać mu możliwość wyjścia z „twarzą”?

 

To jak się zachowa Unia Europejska to zobaczymy. Ja nie jestem w stanie w tym momencie wyrokować, natomiast zdecydowanie, biorąc pod uwagę całą biografię Janukowycza, jego doświadczenie z „pomarańczowej rewolucji” gdzie praktycznie już czuł się prezydentem i nagle przestał być tym prezydentem, jestem w stanie sobie wyobrazić, że dla niego największą obawą jest teraz utrzymanie się u władzy. I w tym momencie wydaje mi się skuteczniejszym narzędziem byłaby próba poszukiwania politycznego rozwiązania tej sytuacji, np. zachowanie Janukowycza jako głowy państwa i zmiana rządu, czy generalnie próba znalezienia jakiegoś konsensusu, ale pod jednym warunkiem: społeczeństwo ukraińskie, które znowu nam się mobilizuje nie zostanie potraktowane, że z wami to nie będziemy rozmawiać tylko rozmawiamy z politykami bo tylko oni nas interesują. To co my teraz widzimy na ulicach Kijowa to jest krzyk ludzi którzy byli w Europie, którzy tej Europy dotknęli i teraz mówią że im to bardziej odpowiada niż oferta Putina. To jest kluczowe, iż nawet gdyby doszło do zaostrzenia się sytuacji politycznej na Ukrainie, do wprowadzenia stanu wyjątkowego itp., w tym momencie jak gdyby decyzja UE powinna iść w tym kierunku, że społeczeństwo „tak”, elity polityczne „nie”, ale tak naprawdę lepszym rozwiązaniem byłoby znalezienie pewnego rodzaju konsensusu z obecnie rządzącymi na Ukrainie, żeby przez przypadek nie zrobić kolejnego kroku naprzód, który będzie popychał Janukowycza w stronę białoruskiego modelu władzy i przyjmowania moskiewskich standardów bardziej niż europejskich.

 

Pytanie, czy UE chce to zrobić, i czy polityka europejska w ramach PW nie ustąpi miejsca na rzecz polityki śródziemnomorskiej? Czy nie należy obawiać się, że to co się dzieje na Ukaranie nie jest kolejnym argumentem na rzecz zerwania jakichkolwiek dyskusji z Ukrainą?

 

Z Ukrainą Bruksela nie jesteś w stanie zerwać dyskusji, bo mimo wszystko jest to sąsiad Unii Europejskiej, jeden z największych, i jakikolwiek element polityki sąsiedztwa musi tą Ukrainę uwzględnić. Oczywiście pytanie dotyczy tego, z jakim rządem będziemy mieli do czynienia, czy nie nastąpi zbliżenie do standardów białoruskich, czego należy się obecnie najbardziej obawiać. Z drugiej strony naszym zadaniem powinno być zbudowanie koalicji na rzecz Partnerstwa Wschodniego i pokazanie, że działania w Afryce Północnej nie przynoszą rezultatów, wcale nie spadł napływ imigrantów, nie nastąpił rozkwit demokracji, wręcz przeciwnie, chaos jeszcze bardziej się pogłębił. Pokazać, że jesteśmy w stanie zrobić coś pozytywnego na wschodzie, jak przykład tego, że UE znowu nabiera tego charakteru i siły normatywnej, która jest w stanie pozytywnie oddziaływać na swoje najbliższe otoczenie. Byłby to też ważny sygnał wysłany do innych stolic jak Waszyngton, Pekin, czy Tokio. Ważne jest to żeby zbudować koalicję, które będą zainteresowane wspieraniem tego procesu politycznego, wspieraniem społeczeństwa ukraińskiego. Zwłaszcza rola Niemiec jest istotna jako jednego z głównych rozgrywających w UE. Bez ważnych państw UE program PW jest skazany na porażkę.

 

Wokół jakich państw należałoby budować taka kolację? Polska, Niemcy, ale kto jeszcze?

 

Obawiam się, że Niemcy raczej nie będą zainteresowane ostentacyjnym popieraniem PW, ze względu na relację rosyjsko-niemieckie. W mojej ocenie potencjalnym partner może być cała grupa wyszehradzka. Niewątpliwie zmianami na Ukrainie będzie zainteresowana Rumunia, której zależy na procesie integracji Mołdawii z UE. Rzeczywiście będzie obawa, że jak Ukraina uciekanie z tego obszaru wpływów europejskich, czy za chwilę nie dojdzie do rewolty w Mołdawii, czy ten proces europeizacji Mołdawii nie zostanie zahamowany, czy też nawet odwrócony. Należy zatem myśleć o nowych państwach UE, bardziej niż o starych, i wtedy ewentualnie można liczyć na ciche wsparcie na arenie europejskiej ze strony Niemiec.

 

W tym miejscu pojawiają się jednak dwa zasadnicze pytania. Po pierwsze, czy Mołdawia w takim scenariuszu jest skazana na odejście od standardów europejskich, czy odwrotnie, czy problemy Ukrainy pokazują, że Mołdawia nie tylko chce partycypacji, ale i może w niej uczestniczyć. Czy zatem sytuacja na Ukrainie nie wpływa korzystnie na położenie Mołdawii?

 

Na krótki dystans zapewne tak, bo Mołdawia odgrywa obecnie rolę prymusa. Natomiast obawiam się, że jeżeli odpuścimy Ukrainę, to czy Rosjanie nie poczują się na tyle mocni, że zechcą sięgnąć jeszcze po Mołdawię. Z punktu widzenie UE integracja malutkiej Mołdawii to żaden problem. Jesteśmy sobie w stanie wyobrazić że w ciągu najbliższych kilku lat możemy rozważać wstąpienie trzymilionowej Mołdawii do UE. Zupełnie innym wyzwaniem jest integracja Ukrainy, która przy swojej demografii byłaby jednym z większych państw UE, natomiast bardziej chodzi o procesy wewnętrzne. Jeśli Ukrainie się nie udało, to może nie uda się i w Mołdawii. I w tym należy właśnie upatrywać niebezpieczeństwa. Zatem na krótką metę to będzie działało na korzyść Kiszyniowa, ale w dłużej perspektywie czasu wcale nie gwarantuje kontynuacji tam procesów europejskich.

 

Drugie zastrzeżenie dotyczy samej Grupy Wyszehradzkiej. Czy państwa będą w stanie współpracować i ustanowić wspólne stanowisko tak, aby zostało zauważone na szczeblu UE?

 

To pytanie trzeba zadać naszym przywódcom politycznym. Powiedzmy sobie szczerze, że pewien ton funkcjonowania Grupy Wyszehradzkiej nadaje Polska. W zależności od tego na ile będziemy zdeterminowani żeby kwestię Partnerstwa Wschodniego zrobić jednym z kluczowych elementów naszej współpracy regionalnej. Można sobie wyobrazić, że możemy liczyć na wsparcie ze strony Węgier. W obecnej konfiguracji politycznej Słowacy i Czesi będą bardziej wstrzemięźliwi, przy czym jeżeli chodzi o wsparcie Czech to zapewne tak łatwo nie zrezygnują z palmy pierwszeństwa. Wszakże to właśnie w Pradze ten program został zainaugurowany. Wszystko zależy od pewnego nazwijmy to rysu politycznego i działań naszej dyplomacji, żeby to co dla nas jest ważne i kluczowe można było sprzedać, oddać pierwszeństwo komuś innemu po to tylko, aby wciągnąć go w tą orbitę naszych wspólnych interesów.

 

A jak można postrzegać rolę Szwecji, jako jednego z dwóch inicjatorów programu Partnerstw Wschodniego?

 

Obawiam się, że Szwedzi mogą czuć się trochę zniechęceni. Z drugiej Szwedzi mają długą tradycję działań na rzecz społeczeństwa obywatelskiego, to jest ich swego rodzaju tradycja i konik, dlatego przez wydarzenia, które mają obecnie miejsce w Kijowie Szwedzi mogą poczuć się dodatkowo zmobilizowani i jeszcze raz podjąć wysiłek i jeszcze raz zaangażować się w ten proces. Jest to o tyle kluczowe, że Szwedzi są nie tylko reprezentacją państw skandynawskich, ale także oddziałują na kraje bałtyckie. Taka koalicja środkowo-europejska i północna, gdyby powstała, byłaby rzeczywiście znaczącą koalicją i silnym głosem, z którą musiałby się liczyć inne stolice europejskie.

 

Wracając do sytuacji wewnętrznej na Ukrainie nasuwa się pytanie, czy ona sama jest gotowa na przyjęcie pomocy ze strony Unii, bądź wspomnianej koalicji państw? Czy protesty społeczeństwa ukraińskiego będą miały przełożenie na realną politykę, czy będą w stanie wywrzeć nacisk na elity rządzące?

 

Na to pytanie nie odpowiem. W pewnym momencie żyliśmy w wielkiej euforii po „pomarańczowej rewolucji’, i później z każdym tygodniem czuliśmy coraz większe rozczarowanie nową klasą polityczną. Można oczywiście zastanowić się nad tym, czy, biorąc pod uwagę wydarzenia w Kijowie, nowym ukraińskim liderem nie zostaje Kliczko. Jest to człowiek, który nie jest bezpośrednio związany żadną z grup interesów, z grupami oligarchicznymi, z którymi byli związani Julia Tymoszenko i prezydent Wiktor Juszczenko. Możliwe że to jest szansa w tej nowej konfiguracji. Istnieje jednak niebezpieczeństwo, że życie polityczne i gospodarcze na Ukrainie jest już tak bardzo skorumpowane, że próba narzucenia jakichś nowych standardów prędzej czy później spotka się z dużym oporem.

 

To pytanie wynika niejako z poglądu części zachodniej prasy, że Ukraina z jednej strony chciałaby bliższej współpracy z UE, ale z drugiej strony, niezależnie od ingerencji ze strony Rosji, taka współpracy wymagałby tak daleko idących zmian, że nikt się na to nie odważy?

 

Jedyne co może przyczynić się do zmiany, to pewne konkretne oczekiwanie społeczne. Faktem jest, że Ukraińcy po „pomarańczowej rewolucji” byli bardzo rozgoryczeni postawą swoich elit politycznych. Wydaje się że społeczeństwo wyciągnęło z tego pewną nauczkę i drugi raz nie pozwoli sobie na takie lekceważenie ze story elit. W tym należy upatrywać nadziei i szansy na zmianę. Ukraińcy w sposób bardzo wyraźny pokazali jak bardzo się różnią od społeczeństwa rosyjskiego i białoruskiego. Pokazali gdzie jest ta mentalna, a nawet cywilizacyjna różnica, gdzie jest granica polityczna pomiędzy tymi dwoma światami. Osobiście chciałbym mieć nadzieję, że to się przyczyni do jakościowej zmiany.

 

Ostatnie pytanie, jeżeli faktycznie okazałoby się, że te nadzieje związane ze społeczeństwem ukraińskim nie są płonne, to czy Rosja na to pozwoli? Jak należy traktować głosy zwracające się do Rosji o interwencje zbrojną w celu przywrócenia ładu społecznego?

 

Takie sygnały mogą być pewnego rodzaju balonami próbnymi, które są wysyłane, żeby sprawdzić jaka będzie reakcja na tego typu oświadczenia. Oczywiście jesteśmy w sytuacji bardzo płynnej, która powoduje, że różne scenariusze możemy rozważać. Osobiście żywię nadzieję, że zrealizowany zostanie scenariusz optymistyczny. Nie wydaje mi się jednak, aby Rosja mogła sobie pozwolić na interwencję zbrojną. To byłoby za dużo nawet jak na Rosję. Ukraina nie jest Gruzją. Oczywiście Rosjanie zrobią wszystko co w ich mocy, łącznie z kampanią propagandową w ukraińskiej telewizji itd., ale nie wyobrażam sobie sytuacji w której Rosja podejmuję interwencję zbrojną, nawet na bardzo zawężonym terenie.