Przedwyborcza sytuacja na Słowacji: kontynuacja czy nowe rozdanie? Rozmowa z dr. Piotrem Bajdą (13.02.2016)

Mateusz Ciołkowski: Panie Doktorze, na początek chciałbym poprosić o przybliżenie ocen ostatnich czterech lat rządów premiera Fico pod kątem realizacji obietnic wyborczych. Pamiętając, że przewodzi on partii socjaldemokratycznej.

 

Piotr Bajda: Trzeba pamiętać, że socjaldemokratyczny profil partii SMER trudno porównywać z innymi tego typu podmiotami w regionie – w Czechach czy Polsce. Ona zawsze odznaczała się silnym narodowym komponentem. Przy czym, w trakcie ostatniej kadencji, Robert Fico układając sobie dobre relacje z Węgrami, zwłaszcza na poziomie personalnym z Victorem Orbánem, uniknął napięć, znanych nam z lat poprzednich, kiedy współrządził z narodowcami. Słowacy oceniają te lata jako relatywnie dobre, tzn. nie było dużych afer, do czego ich w ostatnich dekadach przyzwyczajono. Po drugie, mówiąc wprost, nie bardzo ma z kim przegrać. Należy więc uznać, że siła Roberta Ficy jest także pochodną słabości opozycji.

Ostatnie sondaże pokazują, że choć partia rządząca jest zdecydowanym liderem sondaży, to być może nie uda jej się ponownie zdobyć samodzielnej większości parlamentarnej.

 

Jest to tylko jeden ze scenariuszy. Musimy bowiem pamiętać, że na Słowacji badania opinii publicznej wykonują trzy poważne ośrodki, których wyniki znacząco się różnią – dają SMER-owi od 32 do 41 procent. Zakładając, że SMER osiągnie ten wyższy wynik, a kilka partii nie przekroczy progu wyborczego, to możemy mieć do czynienia z powtórzeniem samodzielnych rządów. Dlatego należy brać pod uwagę kilka wariantów rozwoju sytuacji. Przy czym, jeśli udałoby się tym razem znowu wygrać i zdobyć przynajmniej większość miejsc w parlamencie, to będziemy mogli spokojnie powiedzieć o kontynuacji dotychczasowej polityki Roberta Fico. Jeśli konieczne będzie budowanie koalicji to, po pierwsze, nie grozi premierowi sytuacja porozumienia wszystkich ugrupowań przeciwko jego partii, tak jak miało to miejsce w latach 2010-2012.

 

Dlaczego?

 

Trudno oczekiwać, by na przykład partia narodowa SNS chciała w ten sposób współpracować z ugrupowaniem mniejszości węgierskiej Most-Hid. Jak się wydaje, do tego Słowacy „jeszcze nie dorośli”, to znaczy stanąć ponad takimi podziałami w imię odsunięcia od władzy Roberta Fico. Dlatego jestem zdania, że w jego gestii pozostaje, kogo zaprosi do ewentualnej koalicji. Wszystko bowiem wskazuje na to, że warunki do tworzenia takiej konstelacji będą dla niego optymalne. Chyba, że miałby pomysł na zmiany konstytucyjne, choć w kampanii akurat ten temat nie był poruszany. Wtedy sens miałoby działanie zmierzające na celu poszerzenie koalicji parlamentarnej.

 

Rozumiem. A jakie tematy zdominowały kończącą się kampanię wyborczą?

 

Nie przebywam obecnie na Słowacji, dlatego sytuację obserwuję niejako „z zewnątrz”. Poza wewnętrznymi tematami związanymi z kiepskim stanem służby zdrowia czy strajkiem nauczycieli, oczywiście dominującym tematem jest Unia Europejska i problem emigrantów. Wyraźnie widać, że Robert Fico wokół tej kwestii buduje całą narrację. Pokazuje, że nawet tak małe państwo jak Słowacja ma prawo do podejmowania suwerennych decyzji w ważnych dla siebie kwestiach. To podkreśla większość działaczy SMER-u. W ten sposób Fico wyraźnie odczytuje nastroje społeczne, dzięki czemu monopolizuje tę kwestię.

 

Jak wynik najbliższych wyborów wpłynie na współpracę Słowacji z Grupą Wyszehradzką, w tym Polską? Oczywiście w kontekście dotychczasowych relacji.

 

W dużym stopniu będzie to pochodną finalnego rezultatu wyborów. Jeśli okazałoby się, że SMER musi budować koalicję większościową i na przykład zdecyduje się na współpracę z partią narodową, wówczas możemy oczekiwać, że prędzej czy później dojdzie do napięć na linii Bratysława-Budapeszt. To w konsekwencji odbije się na współpracy w formacie wyszehradzkim. Dziś możemy powiedzieć, że działa on w miarę harmonijnie, nie ma dużych dylematów, które znacząco różniłyby poszczególne państwa. Jest pewna wspólnota poglądów w zakresie polityki migracyjnej, więc rzeczywiście w ostatnich miesiącach obserwowaliśmy intensywne działania w ramach Grupy Wyszehradzkiej. Jeżeli scenariusz, o którym mówiłem wcześniej, spełni się, to z pewnością będzie niosło to ze sobą konsekwencje także na tym poziomie.

Co do relacji polsko-słowackich to w dużym stopniu zobaczymy, na ile Robert Fico, pod wpływem pewnych nacisków czy sugestii z Moskwy, będzie skłonny blokować nasze pomysły, dotyczące na przykład wzmocnienia wschodniej flanki NATO. Na razie nie mamy takich sygnałów, ale poczekajmy na wynik wyborczy – to mimo wszystko nowe rozdanie. Na razie przyjmijmy, że zarówno Czechy, jak i Słowacja, nie są zainteresowane większą obecnością wojsk Sojuszu Północnoatlantyckiego w naszym regionie, ale nie sprzeciwiają się polskim postulatom w tym zakresie.

 

Na koniec chciałbym zapytać o relacje pomiędzy Bratysławą a Budapesztem. Jakie ewentualne pola konfliktu mogą zaistnieć?

 

Problem ten dotyczy scenariusza, w którym narodowcy weszliby do koalicji rządzącej. Tradycyjnie bowiem ich postulatem jest ograniczenie swobody nauczania języka węgierskiego, wykładania w tym języku przedmiotów szkolnych i tak dalej. Przypomina to działania Litwy wobec mniejszości polskiej na Wileńszczyźnie. Inny potencjalny moment kryzysu na tej linii to uznanie ze strony Orbána albo Fico, że takie napięcie im się opłaca. Taki instrument wpływu może zostać użyty, ale pamiętajmy, że dzisiaj o mniejszości węgierskiej na Słowacji praktycznie się nie mówi. To efekt cichej umowy pomiędzy Bratysławą a Budapesztem.